Wyświetlam 11 - 20 z 61 notek

Rozdział 43.

  • Napisane 22 marca 2013 o 18:29

Obudziłam się w ramionach Louisa czując rozpływający się po moim ciele spokój. Byłam szczęśliwa… już dawno się tak nie czułam. Właściwie od powrotu do Polski. Odruchowo spojrzałam na śpiącego obok mnie Tomma, który nawet jak spał to mnie obejmował. Przypominając sobie wczorajszą akcję w pokoju zaśmiałam się bezgłośnie, no tak… byłam wtedy zbyt zszokowana żeby pojąć komizm tej sytuacji. Nagle poczułam jak Lou bierze głęboki wdech, a już po chwili otworzył oczy. Pierwsze, co zrobił, to uśmiechnął się do mnie. Oczywiście odwzajemniłam uśmiech.

- Dawno się obudziłaś?
- Przed chwilką. Popatrzyłam sobie troszkę na Ciebie..

- Nie ma, na co patrzeć.

W tym momencie puknęłam go lekko w czoło, po czym usiadłam na nich okrakiem, przypominając sobie przy okazji, że oboje nic na sobie nie mamy…, ale co tam, znaliśmy siebie doskonale.

- Popieprzyło Cię słoneczko? Jak dla mnie to nie ma przystojniejszego kolesia od Ciebie na całej kuli ziemskiej.

Zaraz po tym schyliłam się i pocałowałam go namiętnie, z uczuciem. Tomlinson z początku cicho jęknąwszy przygarnął mnie do siebie, tak, że na nim leżałam. Już wiedziałam, co chodzi mu po głowie, a właściwie… poczułam to. Wybuchając śmiechem pozwoliłam mu robić ze mną, co tylko zapragnie.

PÓŁTOREJ GODZINY PÓŹNIEJ

Ubrana wyszłam z łazienki gdzie leżał wciąż jeszcze nagi Lou rozchylając ramiona. Wywróciłam oczami, przy okazji śmiejąc się.

- Czy Ty nigdy nie masz dość? Taka niewyżyta małpa… już, wyskakuj z łóżka i się ubieraj! A jak nie…

Na te chwilę usiadłam obok niego na łóżku i zacisnęłam dłonie na jego stopach.

- … To Cię zmuszę.

Wyszczerzyłam się. Mój chłopak zareagował na to wzruszeniem ramionami.

- Wszystko, byle tylko czuć twój dotyk.

- LOU! NATYCHMIAST IDŹ SIĘ UBRAĆ!

Krzyknęłam wskazując palcem na drzwi od łazienki. Westchnąwszy wstał w końcu wcale nie krępując się idąc nago. Zanim zdążył otworzyć drzwi do salonu, przez który trzeba było przejść, aby dostać się do łazienki, stanęłam szybko przed nim. Zrobił pytającą minę.

- W każdej chwili może wyjść któraś z dziewczyn, z pewnością one też tu zostały a więc… nie pozwolę Ci paradować przed nimi nago. Już jeden golas im wystarczy. Zakładaj te dresy.

-, Ale tak bez bokserek?

-, Co za różnica?! Przecież się nie podniecisz!

- Faktycznie, bez Ciebie to niemożliwe…

- Idź już zboczuchu!

Parsknęłam rzucając mu jego dresy. Ubrał je i wyszedł. Opadłam wtedy na łóżku a uśmiech nie schodził mi z twarzy. Kochałam jednak tego zboczucha, strasznie, STRASZNIE kochałam i nie wyobrażałam sobie, że ma mnie po jakimś tam czasie znowu opuścić. Usłyszałam pukanie do drzwi, więc szybko wstałam.

- Proszę!

Krzyknęłam cicho, tak, żeby osoba stojąca za drzwiami usłyszała mnie. Do pokoju wkroczył Liam ze swoim „daddy’owskim” uśmiechem na twarzy. Widząc go, nie w sposób było się nie uśmiechnąć. To był jak odruch.

- No cześć piękna, postanowiłem wpaść do was… to znaczy Ciebie… brakuję mi towarzystwa kobiet. A właściwie jednej kobiety…

Od razu zrozumiałam, o co chodzi.

- Heeeeej, Liam… przecież niedługo zobaczysz Dan, szybciej niż myślisz!

Objęłam go a on położył głowę na moim ramieniu. Usłyszałam jak westchnął a zaraz potem usłyszałam jego słowa, które zapamiętam chyba na zawsze.

- Nie licząc Dan jesteś mi najbliższa, wiesz? Szkoda, że w wakacje dopiero pod koniec staliśmy się prawdziwymi przyjaciółmi, nie chciałbym tego spieprzyć, bo wiem, że nie znajdę lepszej przyjaciółki od Ciebie.

Podniósł się i chwycił moje obie dłonie. Myślałam, że się poryczę ze wzruszenia. Zagryzłam dolną wargę, ale tylko na moment, żeby namyślić się, co powiedzieć w takim momencie.

- Też jesteś mi bliski… wszyscy jesteście i dobrze wiesz, że ja również nie wyobrażam sobie, abyśmy to spieprzyli. Nie pozwolę na to.

Zarzuciłam mu ręce na ramiona i przytuliłam go. Do pokoju wszedł Louis i widząc nas przytulonych uniósł brwi.

- Kolego, mogę wiedzieć, dlaczego w sposób szczególnie czuły przytulasz moją kobietę?

Payne ze śmiechem puścił mnie i spojrzał na niego.

-, Ponieważ jest mi, baaaaardzo, bardzo blisko.

Zauważyłam, że zaczął się z nim droczyć. Patrzyłam na to rozbawiona.

- Naprawdę? A chciałbyś poczuć, jakie mam wielkie mięśnie?

Teraz to ja uniosłam brwi.

-, Ale, że, w jakim sensie?

- Spokojnie kochanie, w takim, że moja pięść może zaraz wylądować na jego nosie.

Payne wstał i podszedł do Tomlinsona z wojowniczą miną

- Pokaż, na co Cię stać cieniasie!
Wiedziałąm, że po prostu się droczą. Utwierdziła mnie w tym przekonaniu przyjacielska bójka. Rzucali się na podłogę, wiercili… aż się reszta zebrała. Oczywiście pozostała trójka chłopaków również dołączyła do „bójki”. Spojrzałam porozumiewawczo na dziewczyny.

- KANAPKA!

Wykrzyknęłyśmy równocześnie i rzuciłyśmy się na chłopaków. Turlaliśmy się po podłodze jak idioci, ludzie pod nami mogli sobie nie wiadomo, co pomyśleć. Raz byłam na górze, raz na dole… byłam pewna, że jakiś siniaczek się pojawi. Po tym szaleństwie usiedliśmy tak jakby w kółeczku śmiejąc się.

- Dobra, przyznać się. Która dłoń wylądowała na moim pośladku?

Odezwała się Kinia z podejrzliwym uśmiechem. Hazza z początku uniósł brwi, że niby on tego nie zrobił, ale łatwo było go przejrzeć. Już po chwili Kinia wziąwszy poduszkę rzuciła w niego z siłą.

- Niewyżyta małpa!

Wybuchnęłam śmiechem.

- Znam to! Piona!

Wystawiłam do niej rozłożoną dłoń, a ta zaraz przybiła mi piątkę. Lou z Harrym wymienili tylko spojrzenie typu „nie znają się”. Aśka w tym czasie oparła głowę o ramię Nialla, a ten z czułym uśmiechem oparł głowę, o jej głowę. Słodko. Rozdzwoniła się komórka, a Zayn wstał jak oparzony.

- To Pezz! … Cześć skarbie! Moje kochanie!

Krzyczał wychodząc z pokoju. Wymieniliśmy wszyscy razem spojrzenia i wybuchnęliśmy śmiechem. Bezcenna było słyszeć stęsknionego Malika.

- Dobra, co robimy?

To Asia się odezwała. Nastała cisza. Przerwał ją Harry.

- Dzień spędzamy razem. Nie ma, że nie.

Przytaknęliśmy zgadzając się z nim. Zerknęłam na Lou, akurat w tym momencie, gdy on patrzył na mnie. Jego mina mówiła wszystko. Skrzywiłam się.

- Muszę?

- Tak.

Pozostali nasi przyjaciele nie rozumiejąc, o co nam chodzi, patrzyli a to, na Lou, a to na mnie. Wybrałam numer mamy na komórce, już po chwili rozmawiałam z nią. Zauważyłam, jak zaspokojeni informacją o stanie rzeczy przyjaciele spuścili ze mnie wzrok. Rozmowa była dość długa, nie potrafiłam nawet rozpoznać czy mama jest wkurzona, czy smutna… pół na pół. Poczułam wyrzuty sumienia, lecz wiedziałam, że będę mieszkać z chłopakami, dopóki ni pojadą. Nie potrafiłam sobie wyobrazić minuty bez nich. Mama nie przyjęła to dobrze, ale zgodziła się. Nawet się pogodziłyśmy, chociaż… była smutna, to wiedziałam. Naprawię wszystko jak skończą się ferie. Teraz miałam zamiar dobrze je wykorzystać wraz z moimi przyjaciółmi i moim chłopakiem. Kiedy wróciłam do pokoju trwała zacięta dyskusja o zajęciach na dziś. Jednak Tommo zaprzestając brać w niej udział spojrzał na mnie pytająco. Usiadłam obok niego po turecku.

- Porozmawiałam z nią… jest okej. Pozwoliła mi z wami zostać.

- A nie ma do Ciebie pretensji? Ani… do mnie?

- Nie, jest okej. Rozumie.

Uspokojony Lou wrócił do rozmawiania. Ja w tym czasie poczułam szturchnięcie, okazało się, że to Kinia.

- Dzwonił Kuba.

- Kuba? O co chodzi?

- Chcę się z Tobą pilnie spotkać. Podobno…

Przerwała przystawiając usta do mojego ucha.

- … Stęsknił się za Tobą.

Zamurowało mnie. Musiałam mieć niezłą minę.

- Za mną? Stęsknił?

Ups, powiedziałam to odrobinę za głośno. Lou spojrzał na mnie mrużąc oczy.

-, O co chodzi? Kto się za Tobą stęsknił?
- Eee.. To.. Kumpel, tak sobie czasem żartujemy.

- Kumpel… aha, no jasne, idź.

Zamrugałam powiekami, ej no nie, nie miej takiej miny Tomlinson! Ale nie widziałam innego wyjścia, właściwie ja też się za nim stęskniłam. Wstałam przy okazji spoglądając na przyjaciółki z miną mówiącą „porozmawiajcie z nim… spotkamy się potem”. Rozumiejąc mnie bez słów skinęły głowami. Nie do końca uspokojona wzięłam torbę, pożegnałam się i wyszłam. Spotkaliśmy się na skejcie, siedział na ławce a na mój widok wstał i z początku nieco się wahając, przytulił mnie w końcu. Uniosłam brwi, co on taki czuły? Uśmiechnęłam się trochę skrępowana.

- Cześć Kuba, co tam?

Usiadłam razem z nim na ławce starając się nie siedzieć za blisko, zaczynałam mieć paranoję. Chłopak zdawał się nie zauważyć mojego przeczulenia.

- W porządku, ten no… słyszałem, że przyjechali Ci wasi One Direction.

Przytaknęłam z uśmiechem.

- Tak! Super!
- Ta.. to ten Louis też przyjechał?

- No… tak. Są wszyscy.

- I tak puścił Cię do chłopaka?
Zabrzmiało to dwuznacznie.

- Do kolegi, tak… nie miał powodu, żeby mnie nie puścić.

Co to miało być do cholery? Ta wymiana zdań była dziwna. Ale po jakimś czasie wszystko wróciło do normy, zaczęliśmy się świetnie bawić. Lody (o cholera, oczekujących 69 tweetów, akurat jak napisałam LODY. No co jest?! XD haaha), słodycze i te sprawa. Akurat jak wychodziliśmy ze sklepu natknęliśmy się na chłopaków z Kinią i Aśką. To… nie tak miało być. Tommo już patrzył na Kube mało przyjaznym wzrokiem… on zresztą go odwzajemniał. Co jest?! Jakby jakaś scenka z lichego romantyka. Kuba jest kolegą, a nie „kolegą, z który potem aktorka ma być”.

- Siemka! Super, że się spotkaliśmy…

I teraz akcja, która ma przekonać Lou, że jest okej.

- … Cześć kochanie.

Podeszłam do niego chwytając przy tym jego koszulkę i całując go czule. Gdy się od niego odsunęłam wydawał się nieco bardziej wesoły. Kuba za to krzywił się nieznacznie. Przypominało mi to Edwarda i Jacoba ze zmierzchu. Tyle, że Jacob (Kuba) się we mnie nie zakochał. To znaczy, że… miał się zakochać w mojej córce? Jezusiu… STOP. Koniec jakiś dziwnych rozmyślań. Podeszłam do moich przyjaciółek chwytając je za ręce, potrzebowałam teraz wsparcia DZIEWCZYN, chłopacy zaczęli mnie przytłaczać. Spotkałam się wzrokiem z Niallem, a ten chyba zrozumiał, o co chodzi, posłał mi współczujące spojrzenie. Jako odpowiedź westchnęłam.

- Gdzie chcecie iść?

Zapytałam chcąc rozluźnić atmosferę. Słysząc głos Kuby, mimowolnie się wzdrygnęłam.

- Zapraszam na skejta, koledzy pewnie jeszcze nie byli na takim… placu. Rozumiecie mnie? Pla-cu.

Wywróciłam oczami, niepotrzebna ta szopka Kuba.

- Oni doskonale Cię rozumieją Kuba. Tak, to w sumie dobry pomysł… idziemy?
Podeszłam do Lou splatając jego dłoń z moją. Wszyscy się zgodzili, ruszyliśmy. Po drodze spotkaliśmy Kamila, a ten od razu przyczepił się do Aśki. Coś chyba zostało z jego zakochania… ojć, Nialler nie wydawał się zachwycony. Co chwilę albo ją całował, albo obejmował… chciał pokazać, że jest tylko jego. Haha, Horan, jesteś doskonały. Miałam ochotę się roześmiać, ale miałam podobną sytuację, a jeżeli chodzi o nią… nie było mi do śmiechu. Odruchowo zerknęłam na Hazze i Kinie. Tym było dobrze, przytuleni szli razem szepcąc sobie coś do ucha i co chwilę się całując. Zero problemów, „czilałcik” normalnie. Na skejcie sprawa się nieco pogorszyła…

hahahaha, śmieję się, bo dopiero przeczytałam komentarz Oluss. Dziewczyno, wiesz, że cię uwielbiam?! XDD hahahaha, i rozwalasz mnie tak samo, jak ja ciebie. Słuchajcie.. co mam tu powiedzieć.. pomniejszyła się ilość komentarzy, no.. pomniejszyła. Trochę mi smutno.. znowu. Jest tu was tak dużo, a nawet nie macie pojęcia jak miło czytać takie komentarze jak Oluss czy Diany.. czy Stylesowej. Można się pośmiać, ale przy okazji czuję się dumna. Super, jak udał mi się rozdział.. i fajnie by było gdyby przy tym pojawiło się nieco więcej komentarzy. A wiecie co? Dzisiaj rodzinka pl hehehehehe :D czekałam na nią od poniedziałku.. widziałyście zapowiedź? Kuba i jakaś dziewczyna? JA PIERDZIELE, HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAAAHHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAAHAHAHHAHA.. uff, dobra, kończę. Haha, buziaki :*

ps: w razie błędów, wybaczyć.. znowu nie chciało mi się czytać :p

Rozdział 42- ŚWIĘTO ŚW. PATRYKA, HEHE :D

  • Napisane 17 marca 2013 o 15:53

Obudziłam się przeżywając sklerozę. Jak to się objawiało? Proste, będąc w swoim łóżku położyłam dłoń na wolnej (a przynajmniej powinna być wolna) stronie. Jakie było moje zdziwienie, gdy wyczułam czyjeś ciało. Uderzyłam w pisk zrywając się od razu z łóżka. Co zobaczyłam? Rozbawionego Louisa, który nie mógł przestać się śmiać, widocznie ja go tak rozbawiłam. I nagle wszystko mi się przypomniało, wesele, spotkanie z nim… również się roześmiałam.

- No i co się chichrasz niebezpiecznie przystojny mężczyzno?!

- Chodź tu.

Zamiast odpowiedzieć, wydał mi praktycznie rozkaz. Chwycił moje dłonie i z powrotem pociągnął mnie na łóżko przytulając do siebie.

- Ej no.. czemu masz na sobie koszulkę?

Zapytałam z żalem. Miałam nadzieję, że będę mogła popatrzeć się na jego gołą klatę. Mój chłopak pokręcił głowa uśmiechając się.

- Na dole śpią twoi rodzice, gdybym miał spać tu z Tobą nago, to by mnie wywali na zbity pysk. To i tak cud, że ubłagałem ich abym spał z Tobą.

Pokiwałam głową. Fakt, nie spodziewałam się tego po moich rodzicach. Przytulona do Tomlinsona cieszyłam się tą chwilą.

- Wiesz, że nigdy nie marzyłam o tym, że któryś z was będzie w moim domu? Na tym komputerze, który jest tu przed nami czytałam newsy o was, oglądałam zdjęcia, gify… tylko marzyłam o przyjaźni z wami, to, że mogę z jednym z was być to nie wydawało mi się realne. A teraz….

Niedane było mi dokończyć.

- … A teraz leżysz ze mną w łóżku, a ja mam zamiar Ci się pożalić.

Zmarszczyłam brwi, odwracając się jednocześnie do niego tak abym mogła go widzieć.

-, Co się stało?

- Wiesz, jakie ja przeżywałem męczarnie leżąc obok Ciebie i nie mogąc Cię dotknąć… całować…

W tym momencie właśnie to zaczął robić. Uśmiechnęłam się przez pocałunek przymykając oczy i pozwalając, aby ułożył mnie pod sobą. Ręce zarzuciłam na jego kark oddychając głęboko.

- Pomyślałam, że będziecie chcieli…

Nagle drzwi się otworzyły a w nich stanęła mama. Odskoczyliśmy od siebie równocześnie czerwieniąc się. Przez chwilę przestraszyłam się, że upuści tacę ze śniadaniem, ale moja mama to była jednak silna kobieta, położyła ją na stole, a dopiero potem spojrzała na nas.

- Taak.. Myślę, Louis tak? Myślę, że powinieneś jednak nocować w hotelu ze swoimi przyjacielami.

- Nie!

Krzyknęłam. Wszystko we mnie zaczęło protestować, nie wyobrażałam sobie sekundy bez niego a co dopiero nocy… Lou ścisnął moją dłoń.

- W porządku. Już się zbieram.

- Louis, nigdzie nie idziesz.

Powiedziałam stanowczo, zatrzymując go, gdy chciał wstać. Mój chłopak przyciszył mnie jednym spojrzeniem. Działał na mnie niczym wyrocznia, mogłam zrobić, co tylko zechciał… no… z pewnymi granicami rzecz jasna. Moja mama też zgromiła mnie wzrokiem słysząc moje protesty, czułam, że nie spędzę tego dnia w domu. Byłam wściekła na nią, że mi to robi. Dobrze wiedziała, jakie męczarnie przeżywałam z dala od niego, od chłopaków… a teraz nawet nie mogę z nim pobyć! To byłe stanowcze przegięcie! Ja również wstałam siląc się na spokój, wyciągnęłam z szafy moją torbę podróżną i bez słowa zaczęłam się pakować. Louis jak zarówno moja mama patrzyli na mnie zdziwieni.

- Co ty wyrabiasz Ania?

Usłyszałam głos mamy.

- Nie mam zamiaru tu być, a siłą mnie nie zatrzymasz. Zatrzymam się u Kini, tam przynajmniej będę mogła spędzać czas z moim chłopakiem.

Wzięłam tylko ciuchy naszykowane na dziś, a następnie rzucając przepraszające spojrzenie Tomlinsonowi poszłam do łazienki. Tam ogarnęłam się czując nadal wściekłość. Ale nie pozwoliłam sobie, aby zawładnęła mną całą, powinnam się cieszyć z tego, że jest tu Lou i chłopaki… właśnie chłopaki! Jejku, muszę ich jak najszybciej zobaczyć. Niall, Hary, Liam, Zayn… odruchowo przyspieszyłam poranną toaletę. Podziałało, cała zabrała mi 10 minut, choć zwykle zajmowała 20. Wyszykowana w pokoju spakowałam się do reszty i chwyciłam Tomma za rękę.

- Możemy iść.

Minęłam zszokowaną mamę zauważając jak Lou się zakłopotał.. Jednak poszedł za mną, to dobry znak. Dopiero, kiedy wyszliśmy z domu Louis puścił moją rękę i stanął naprzeciwko mnie.

- Czy ty zrobiłaś to…, co zrobiłaś?!

Krzyknął. Nie wierzyłam… on naprawdę na mnie krzyknął. To był pierwszy raz.

- Lou…

Szepnęłam, czując jakbym zaraz miała się poryczeć. Ruchem dziecka ponownie sięgnęłam po jego dłoń, lecz on ją odtrącił.

- Zchowałaś się jak rozkapryszone dziecko Ania! Proszę, idź do Kini i przemyśl to sobie… ja idę zameldować się w hotelu.

Odszedł szybkim krokiem a ja, jak ten słup patrzyłam w ślad za nim. Nie wierzyłam. Poczułam ból w sercu, rosnący z każdym krokiem w kierunku domu Kingi. Gdy już w końcu znalazłam się przed drzwiami i zadzwoniłam do drzwi, ona otworzyła je przede mną. Zerknęła na moją torbę, a następnie na mnie.

- Anka?

Wzięłam głęboki wdech.

- Mogłabym na trochę się u Ciebie zatrzymać?

Moja przyjaciółka była zdziwiona aczkolwiek skinęła głową, zapraszając mnie do środka. Dopiero, kiedy znalazłyśmy się w jej pokoju bez słowa przytuliła mnie.

-, Co się stało?

- Mama… Lou…

- Co z nimi?
Usiadłam wraz z nią na łóżku, czując jak ciągle mnie obejmuję.

- Mama rano zastała nas jak no cóż… robiliśmy grę wstępną w łóżku, kazała Louisowi praktycznie się wynosić… poczułam wściekłość, spakowałam się i poszłam za nim… on stwierdził, że zachowałam się jak dziecko… poszedł… on na mnie nakrzyczał wiesz?

Niczym psychopatka spojrzałam na nią pustym wzrokiem. Dziewczyna patrzyła na mnie sprawiając wrażenie zdezorientowanej. Po chwili jednak odezwała się

- Anka… nie bierz tego do siebie… On pewnie był zdenerwowany, wiesz… to poczucie winy, że wyprowadzasz się na jakiś czas z domu przez niego… to znaczy… on tak myśli. Słyszysz mnie? Nie przejmuj się tak tym! Wiesz.. jest tu Harry…

W tej chwili do pokoju wkroczył Styles.

- Słyszałem wszystko.

Powiedział cicho spuszczając głowa. Poczułam ciepło w sercu widząc loczka i czując się na moment lepiej podbiegłam do niego, jednocześnie przytulając go. Chłopak odwzajemnił mój uścisk nie wypuszczając mnie z objęć, nawet jak chciałam to zrobić. Staliśmy tak przytuleni z 4 minuty. Dopiero wtedy odsunęliśmy się od siebie. Myślałam, że Kinia w żartach urządzi nam scenę zazdrości ale ta się tylko uśmiechała, chyba się wzruszyła.

- Pogadam z nim. Sytuacja sytuacją, ale ten idiota nie miał prawa na Ciebie krzyczeć. Nie zrobiłaś nic AŻ TAK strasznego. Cholera, jak ja się za Tobą stęskniłem!

Chwytając mnie w talii okręcił mnie jeszcze w około, po czym postawił na podłodze. Uśmiechałam się, dzięki niemu. Kochany Hazz. Chłopak podszedł do Kini obejmując ją i zrobił zamyśloną minę.

- Mam pomysł. Niall jest u Aśki, a Liam i Zayn w hotelu, gdzie pewnie teraz jest i Louis. Gdzie chcesz iść najpierw?

Zwrócił się do mnie. Uniosłam brwi słysząc takie pytanie.

- Harold, co jak co, ale wiesz, że nie ma ważniejszej sprawy. Najchętniej zobaczyłabym ich wszystkich, teraz.

Wywrócił oczami wzdychając.

- Dobra, idziemy najpierw do Nialla.

Odwrócił się w stronę Kingi.

- Słońce, będę na was czekał na dole.

Musnął ją w usta i już go nie było. Spuściłam głowę.

- Idealna para…

Dziewczyna roześmiała się.

- Nie zawsze było między nami idealnie Anka, zresztą pamiętasz to. Zazdrość o Aśke, jej zakochanie… to wszystko nieco zburzyło nastrój wtedy. To Ty i Lou zawsze potrafiliście wzruszyć najbardziej, swoją czułością, przywiązaniem… pasujecie do siebie idealnie, i idealni też jesteście.

W czasie tej przemowy czułam zbierające się w oczach łzy.

- Może już nie jesteśmy..

Mruknęłam rozklejając się na dobre. Moja przyjaciółka wzdychając strzeliła mi z liścia, ot tak, po prostu.

- Ogarnij się, idziemy do Nialla tak? Nie ma co dramatyzować, Tomlinson na pewno wykombinuję jaką scenkę przeprosin. Znając go, możemy już szykować chusteczki, bo się poryczymy ze wzruszenia.

Nie byłam tego samego zdania, był taki wkurzony… jak nigdy. Ale miała rację, nie ma co się teraz mazgać. Otarłam łzy, zmyłam tusz i kredkę, po czym od nowa pomalowałam oczy. No, teraz było już lepiej. Pomachałam sobie tylko trochę dłońmi przed twarzą i już, sprawiałam wrażenie, jakbym nigdy nie płakała. Wyszłyśmy z Kinią na dwór, gdzie czekał zniecierpliwiony Harry.

- Ile można? idziemy z buta czy samochodem?

- Przejdziemy się.

Odpowiedziała Kinia. No tak, oni szli obejmując się, a ja obok nich… jakbym normalnie nikogo nie miała. Do Aśki praktycznie doszliśmy szybko, ale po dzwonku nie mineła sekunda, jak drzwi otworzyła się w energicznym tempie a ja zostałam porwana w ramiona Horana.

- Niall! Kurde, to naprawdę Ty aniołku!

Pozwoliłam mu wybiec ze mną na ulicę i podrzucać w powietrze. Śmiałam się przy tym jak wariatka. No tak, mogłam się tego spodziewać. Przylgnęłam do niego aby nie wypaść z jego objęć, co pewnie i tak by nie nastąpiło, patrząc na to jak mocno mnie trzymał. Kiedy w końcu postawił mnie na ziemi i tak przytulił do siebie.

- Myślałem, że zwariuję jak czekałem z Aśką na Ciebie. Co prawda, czas mieliśmy trochę umilony…

W tym momencie posłał zalotny uśmieszek Aśce, a ja zrozumiałam co miał na myśli i wybuchnęłam śmiechem.

- Dobra Horan, nie chcę znać szczegółów.

- Nie puszczę Cię już, wiesz?

No tak, nadal mnie obejmował. Ze śmiechem zrobiłam dość popularny manewr pochylając się tak, że po prostu dołem „wyszłam z jego objęć”. Chłopak przez chwilę wydawał się zaskoczony ale zaraz potem zaczął mnie gonić krzycząc, że i tak mnie przytuli. Nie miałam zbyt dobrej kondycji, dogonił mnie po minucie i… przytulił. Obejmując mnie wróciliśmy do Aśki, Kini i Hazzy. Dałam kuksańca Niallerowi jednocześnie dyskretnie wskazując palcem na Asie. Chłopak z uśmiechem puścił mnie i podszedł do Aśki obejmując ją, a następnie przyciskając usta do jej ust. Ja, Kini i Hazza roześmialiśmy się. Byli słodcy i kochali się niewyobrażalnie. Wyruszyliśmy w stronę hotelu, który znajdował się w mieście. Podczas drogi wszyscy się śmiali, oprócz mnie… miałam kochanych przyjaciół, każdy z nich starał się mnie rozbawić, chociaż ja wciąż miałam w uszach krzyk Lou. To bolało, cholernie bolało. Dochodząc do hotelu, Niall ruszył biegiem do środka. Gdy my weszliśmy, on już ustalał gdzie chłopaki mają pokój.Nadstawiłam uszu, gdy spytał, czy zameldował się tu Louis Tomlinson. Słysząc potwierdzenie westchnęłam. No tak. Miał nawet pokój z chłopakami, genialnie… znowu się zobaczymy. Moje serce mimowolnie zabiło szybciej. Kinia ścisnęła moją dłoń a Harry z Niallem posłali mi spojrzenie typu „będzie dobrze” Pewka, nie byłam tego taka pewna. Kiedy stanęliśmy przed drzwiami, a Harry pukał ja mimowolnie stanęłam w tyle. Aśka westchnęła.

- Anka, oni nie widzieli tylko  Ciebie, to z Tobą będą chcieli na początku się przywitać! Już, naprzód.

I własnie w tym momencie Lou otworzył drzwi. Odruchowo odwróciłam wzrok, lecz nie mogłam pominąć wrogiego spojrzenie jakim Niall i Hazza obdarzyli go. Miałam ochotę krzyknąć „to nie jego wina! widocznie zasługiwałam!” ale oczywiście, nie zrobiłam tego. Weszliśmy do środka a tam Zayn z Liamem jednocześnie mnie objęli. Mimowolnie roześmiałam się i poddałam. Również ich przytuliłam czując jak bardzo się za nimi stęskniłam. Wszyscy usiedliśmy na sofe, chociaż ja wcisnęłam się między Hazze a Nialla, którzy specjalnie zrobili mi miejsce. Lou stał oparty o framugę drzwi wyglądając na zakłopotanego.

- No nie patrzcie tak na mnie!

Usłyszałam jego głos. Zdziwiona przerzuciłam wzrok z podłogi na moich przyjaciół. Fakt, wszyscy posyłali mu wyczekujące spojrzenie. Czując jak oczy ponownie zasnuwają mi się mgłą również zerknęłam na Tommo, zresztą on już dawno na mnie patrzył. Miał minę męczennika.

- Anka chodź tu do mnie proszę… bo ja zwariuję. Muszę Cię mieć przy Tobie, nie tam… dalej. Harry, Niall, puśćcie do cholery jej dłoń! To ja mam je trzymać, to… zachowałem się jak dupek, nie powinienem na Ciebie krzyczeć i proszę skarbie… wybacz mi tą bezmyślność, bo psychicznie nie wytrzymam. Muszę Cię pocałować, już teraz.

Jak powiedział, tak zrobił. Wywołując u mnie szok po prostu do mnie podszedł, przyciągnął do siebie i pocałował, ale z jaką namiętnością… Tomlinson obrzucił spojrzeniem wszystkich za nami, którzy siedzieli.

- Idziemy stąd. Jest tu super sypialnia a drzwi są dźwiękoszczelne.

Pomijając to, że ciągle byłam w szoku powlokłam się za nim słysząc z tyły wybuch śmiechu. W sypialni Tommo porwał mnie w swoje ramiona, a dalej… dalej to był tylko raj.

 

nie chcę mi się czytać tego rozdziału, jak to zwykle robię żeby sprawdzić, czy nie ma żadnych błędów.. najwyżej. Co wam powiem… no, macie na sobie coś zielonego?! tańczyłyście taniec irlandzki?! jak nie to już ruszajcie dupska i do roboty :D! Kurde, czaicie, że nie mogę pooglądać sobie odcinka pw? no nie mogę, bo po prostu zawiesza mi się co sekundę.. co to ma do cholery być? i to nie jest smieszne. -,- Stylesowa, spodziewaj się, że wpadnę do Ciebie.. może nie jutro, bo jutro będę długo w szkole, ale pojutrze. Muszę pooglądać ten odcinek, a skoro nie mogę u mnie to u kogoś innego. Mogę prawda? :******** XD także ten.. oprócz tego, to.. to nic… natchnęła mnie dzisiaj wena a! i przepraszam, że nie było rozdziału w piątek ale no nie miałam weny, a wczoraj byłam u Horanowej <3 także no, przepraszam i mam nadzieję, że ten rozdział się podoba i.. że będzie duża ilość komentarzy :D

Rozdział 41.

  • Napisane 9 marca 2013 o 16:51

Obudziłam się nad ranem zupełnie zniechęcona. Że niby dzisiaj do wesele? 3 Razy nie, dziękujemy. Pomyślałam odruchowo. Ubranie się, zjedzenie śniadanie.. To wszystko było strasznie chaotyczne. Musiała w końcu nadejść 15, godzina, przed 16, która z kolei była godziną zaczęcia ceremonii. Zaczęłam od fryzury. Była ona klasyczna, ale pasowała mi. Po prostu zrobienie wysokiej kitki, po czym spięcie od tyłu dużą spinką, tak, aby kosmyki włosów swobodnie spływały. Było mi w niej do twarzy. Makijaż nie zajął mi dużo, miałam wszystko zaplanowane. Brązowy cień, który dodawał mi tajemniczości, tusz do rzęs, który sprawiał, że moje oczy nabierały uroku no i kredka… zupełnie odmieniła mój wizerunek. O pudrze, podkładzie i błyszczyku już nie wspomnę, bo to standard. Założyłam tylko rajstopy, sukienkę, szpilki no i cóż… byłam gotowa. Schodząc na dół, spostrzegłam uśmiechy rodziców.

- Wyglądasz cudownie.

- Taa.. Kuba ma gust.

Mruknęłam do siebie. Cholera, wczoraj jeszcze nie byłam przekonana do tej sukienki a dzisiaj czuję się w niej doskonale. To on ją wybrał, skubaniec. Ruszyliśmy. Na początku była oczywiście msza, to, co było najgorsze. Nuuudy. Wręcz całą mszę przesiedziałam w ławce rozglądając się po ludziach. Moja rodzina, większość znałam. Ciocie, wujkowie… ugh. Oczywiście rodzina Pana Młodego była dla mnie zupełnie nieznana, ale nie było nikogo ciekawego. Same dzieciaki. Wreszcie minęła msza. Wszyscy rozeszli się do samochodów, którymi mieli dojechać na sale, gdzie odbędzie się wesele. Co do tej Sali… ych, jak ja nie lubię składać życzeń Parze Młodej. Nie wiem co mam gadać „wszystkiego najlepszego” i co dalej? Praktycznie tylko to. Jakoś to było, buzi buzi w poliko i poszło. Zaczęła się impreza. Aj, jakie to było ekscytujące siedzieć przy stole i skubać winogrono, podczas gdy inni tańczyli. Nawet moi rodzice! Byłam aż taka brzydka? Wstałam, bo dostrzegłam w dalszej części stolika czarne winogrono, dotychczas jadłam tylko białe! Gdy już je chwyciłam, oparłam się o ścianę i obserwowałam tańczących.

- Nudzimy się, co?

Wzdrygnęłam się przestraszona. Och, kuzyn.

- Cześć Dawid. Taa, nudzimy.

- Słuchaj, chcę Ci coś pokazać na dworze. Genialna bryka, zobaczysz.

- Nie chcę mi się iść..

- A masz tu coś lepszego do roboty?

Zagryzając wargę zwróciłam swój wzrok na niego.

- Dobra, wygrałeś. Prowadź.

Zadowolony chłopak ruszył przede mną, a ja z niechęcią powlokłam się za nim. Wyszliśmy na dwór, gdzie poczułam zimno. No tak, geniuszem to ja nigdy nie byłam, nie wzięłam kurtki. Pocierając swoje ramiona spojrzałam na Dawida.

- No gdzie ta bryka?
Chłopak uśmiechał się „od ucha do ucha”.

- Mam dla Ciebie coś znacznie lepszego.

Wskazał palcem na coś, za mną. Marszcząc brwi odwróciłam się.

- Hello Baby.

No dobra, teraz już nie mogłam powstrzymać opadu mojej szczęki. Ręce opadły bezwładnie a ja gapiłam się, nie mogąc uwierzyć w to co widzę. A raczej kogo widzę.

- Lou! To naprawdę Ty!

Krzyknęłam, czując, że w moich oczach gromadzą się łzy.

- Makijaż Ci się rozmarzę… ach, chodź tu do mnie!
Rozłożył ręce. Byłabym głupia, nie przyjmując tej propozycji. Rzuciłam się do niego pędem, ściągając po drodze szpilki. Wpadłam w jego ramiona, czując jednocześnie jak ciepło rozchodzi się po moim ciele. Przylgnęłam do niego, przyciskając swoje dłonie do jego pleców. Zaraz je jednak przeniosłam na jego polika, nie mogąc uwierzyć, że to wszystko dzieję się naprawdę. Tommo przycisnął swoje usta do moich, tak, że nie mogłam złapać tchu. A co mi tam, to on był moim powietrzem.

- Najchętniej już tu bym się z Tobą kochał..

Wyszeptał mi do ucha, jako, że ciągle się przytulaliśmy. Spojrzałam za niego, nikogo nie było. Ze śmiechem obejrzałam się, ale Dawid też się ulotnił. Bez wahania klepnęłam go w tyłek.

-, Dlaczego nie?

Uniosłam brwi czując nagłe podniecenie. Mój chłopak wydawał się zdziwiony.

- Kochanie, co oni tu z Tobą zrobili? Czy to, aby na pewno Ty… moja nieśmiała Ania?
Przejechał opuszkami palców po mojej twarzy. Przymknęłam oczy rozkoszując się jego dotykiem. Szybkim ruchem chwyciłam jego dłoń i pocałowałam po kolei każdy palec.

- Tak się cieszę, że tu jesteś. Kochaj się tu ze mną Lou, teraz.

Przylgnęłam do niego z jęknięciem. Dało się zauważyć u niego podniecenie, chociaż starał się je ukryć.

- Nie tutaj, Ania…

- Ależ tak, tutaj. Co z Tobą Tomlinson? Nagle stałeś się niczym Daddy?
Zagryzając wargi zacisnęłam dłonie na jego tyłeczku. Jęknął, wiedziałam, że każdy mój dotyk odczuwa bardzo silnie. Wykorzystywałam to w perfidny sposób.

- Eee.. chyba wam przeszkadzam…

Nagle przed nami wyrósł mój wuja, o cholera, jaka wpada. Odskoczyliśmy od siebie z Louisem, a ja zaczerwieniłam się zdając sobie sprawę z tego, że wuja widział moje dłonie na tyłku Tomma. Lou nie rozumiał ani jednego jego słowa.

- Nie przeszkadzasz wujek, to mój chłopak…

Patrzył na niego mrużąc oczy.

- Jakbym go skądś znał…

- To piosenkarz.

Odparłam szybko. To słowo polskie akurat Lou znał, więc zdezorientowany patrzył na mnie pytająco. Skinęłam głową, chcąc go uspokoić. Wujek wydawał się zdziwiony.

- Taak.. to ja pójdę.

Uśmiechnęłam się. Kiedy zniknął z pola widzenia spojrzałam na Louisa.

- Dobra, odpuścimy sobie dzisiaj… ale jutro chociażby z samego rana wylądujesz u mnie w łóżku! A jak nie w łóżku to gdzie indziej, ale nie wytrzymam długo.

- Ja też nie..

Mruknął przytulając mnie ponownie do siebie. Byłam taka szczęśliwa. Pociągnęłam go za rękę, idąc z nim na salę. Ludzie ciągle tańczyli. Zauważając nas zmienili swoją mimikę twarzy na spokojną, ale nikt, nic nie skomentował. No dobra, oprócz moich rodziców. Od razu zaczęli się wypytywać, ale… odpuścili. Pozwolili nam się bawić.

- Zapraszam Cię do tańca moja słodka.

Lou przyciągnął mnie do siebie, kładąc jednocześnie swoje dłonie na moich biodrach. To było ciężkie, ale musiałam je przesunąć wyżej. Tańczyliśmy i bawiliśmy się świetnie do rana, nie spodziewałam się, że to wesele będzie takie udane, a ja…, że w końcu poczuję szczęście. Nie mogłam się doczekać zobaczenia pozostałych chłopców, to zresztą miało niedługo nastąpić.

siema! są 2 rozdziały :D mam nadzieję, że jesteście zadowolone.. kurczę, naprawdę nie miałam wczoraj weny + nie mogłam już wytrzymać bez chłopaków.. dziwnie mi się pisało :p także no. Cóz, moja mama się gorączkuję, bo ja i mój tata nie chcemy jechać na osiemnastkę, która jest dzisiaj. Wyczuwam nie odzywanie się przez tydzień xd eee tam, wiecie, że nawet umiem wykorzystać dobre riposty? staję się chyba złym dzieckiem :c hahahaha. Ogólnie, dzisiaj podobno światowy dzień directioners, więc… WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO SŁONECZKA :* tymczasem żegnam się z wami mając nadzieję, że będzie duża ilość komentarzy.. przy 38 była, przy 39 nie za bardzo już.. jak będzie teraz? ach.. pa. :)

MÓJ TWITTER – @tomlinsonowa :))

Rozdział 40.

  • Napisane 9 marca 2013 o 16:48

Nadeszły ferie. Brrr, z nimi również zima. Nie można już było się ubierać w krótkie spódniczki, sukienki… na to wszystko trzeba będzie poczekać do marca, albo może nawet kwietnia. Cóż, pamiętam jeszcze ten pierwszy dzień Aśki. Kiedy go sobie przypominam mimowolnie się uśmiecham. Ta jej nieśmiałość, spojrzenia na wszystkich ludzi… Teraz spoglądam na nią i na Kamila i chcę mi się śmiać. Kamil… dopóki nie pojawiła się Aśka, był on po prostu moim i Kini znajomym – cześć cześć i po sprawie. Za to, od kiedy zaczęła uczęszczać do naszej szkoły, Kamil… hmm, zakochał się w niej. Wspominając te wszystkie sytuację, gdy próbował jej zaimponować, zauroczyć rozmową…, chociaż dokładnie wiedział, że ma chłopaka to nie poddawał się. Był naprawdę uroczy. I gdy sobie przypomnę rozmowę z chłopakami na skype, o tym jak wspomniałyśmy o Kamilu… mina Nialla była doprawdy bezcenna. Chłopak chciał natychmiast tu przyjechać i Liam, jako Daddy musiał użyć swojej siły przekonywania, aby go powstrzymać. Zazdrość może prowadzić do naprawdę wielu rzeczy. Tymczasem Kamil jest naszym przyjacielem, który już nie kocha Aśki. Jak to się stało? Hmm, moje zdanie jest takie, że to nie było prawdziwe zakochanie, jedynie zauroczenie… szybko mu minęło, chociaż nie powiem, gdy jeszcze trwał w tym uczuciu, było to naprawdę przekonywujące. Te wszystkie rzeczy, które wyprawiał… kwiaty, fałszywe dyplomy, ściąganie gumek z włosów… jakbyśmy cofnęli się do czasów podstawówki. Na myśl nasunęła mi się Ania z Zielonego Wzgórza i Gilber. On też ciągnął ją za włosy myśląc, że tym zdobędzie jej serce. Kamil był do niego podobny. Ale jest genialny, serio. Nigdy nie wpadłoby mi do głowy, jakim wspaniałym przyjacielem może on być. Zresztą, nie tylko on. Kuba również okazał się w porządku, chociaż z początku miałam, co do tego wątpliwości. On i Kamil wszędzie razem chodzą, a my się śmiejemy, że to jakby Louis i Zayn. Kamil strasznie przypomina Louisa, z tą swoją grzywą i półdługimi włosami, Louisa z x-factora. A Kuba… czysty Zayn. Siedziałam tak na łóżku i czekałam na telefon od Kuby. Cholera, miał się odezwać już pół godzinę temu. Miał mi pomóc w wyborze sukienki! Jak na zawołanie rozdzwoniła się komórka. Od razu przytknęłam sobie ją do ucha.

- Za… Kuba! Co z Tobą?
- Sory, sory, całkowicie wypadły mi z głowy te twoje zakupy. Już do Ciebie idę, możesz wychodzić z domu.

- Spoko, już idę.

Rozłączyłam się. Co prawda, był to dopiero pierwszy dzień ferii, ale musiałam się jakoś rozerwać. Lou nie odzywał się do mnie od tygodnia, nie odbierał też moich telefonów… pytałam Asie, Kinie… na pewno coś wiedzą! Tylk oczywiście ja jestem tą, co nie może nic wiedzieć! W zaistniałej sytuacji na wszelkie wypady brałam ze sobą chłopaków. Dziewczyny mnie zawiodły i tyle. Biorąc torebkę, gotowa wyszłam na dwór. Przed bramą stał Kuba.

- No cześć.

Uśmiechnęłam się do niego. On odwzajemnił uśmiech, po czym dał znak, żebyśmy ruszyli. Idąc milczeliśmy. Nienawidziłam ciszy, a też było to dziwne, ponieważ, z kim jak, z kim ale z Kubą zawsze mieliśmy, o czym gadać. Tymczasem… ani ja ani on nie odezwało się słowem. Przystanęłam.

- Ty też wiesz o czymś, o czym ja nie wiem?

Spojrzałam na niego „wilkiem”. Chłopak zmarszczył brwi, wyglądał na naprawdę zdezorientowanego.

-, O co Ci chodzi Anka? Wiem, że pokłóciłaś się z Kinią i Aśką, ale to nie powód…

- … Dobra, już. Sory. Jestem dziś podenerwowana.

- Zauważyłem…

Prychnął. Nie dziwiłam mu się, że był na mnie trochę zły. Wyżywałam się na nim chociaż on nie był niczemu winny. Westchnęłam. Chwyciłam obiema dłońmi jego dłoń i splotłam na niej palce.

- Kuba no… serio, przepraszam. Wiem, że najchętniej byś sobie poszedł a nie spędzał czas z taką marudą, ale…

Przerwał mi śmiech chłopaka. Zrobiłam pytającą minę.

- Chyba po raz pierwszy widzę Cię z taką miną… typu „nie waż się teraz odchodzić, bo rozryczę się na cały głos”.

Również się roześmiałam. Puściłam jego dłoń i wzruszyłam ramionami.

- Heeej, no już.

Kuba niespodziewanie przytulił mnie do siebie, a ja nie odepchnęłam go. Potrzebowałam teraz czułości, tak bardzo tęskniłam za chłopakami… czytając te wszystkie newsy na facebooku, twisterze… serce rozdzierało mi się na kawałki. Musiałam wyjść z domu, musiałam. Starałam się nie rozryczeć. Uspokajająca ręka Kuby głaskała mnie po włosach, z on sam szeptał ciche „ciii”, jakby uspokajał dziecko. Zagryzłam swoim zwyczajem wargę, po czym odsunęłam się od niego.

- Mówiłam ci już, że jesteś wspaniały?

Na mojej twarzy pojawił się prawdziwy, szeroki uśmiech. Chłopak rozłożył ręce.

- Nie Ty pierwsza mi to mówisz.

Pacnęłam go lekko w bok śmiejąc się. Parę słów, a przywrócił mnie do życia. Dobry jest. Gdy doszliśmy na przystanek, autobus już stał. Biegiem weszliśmy do środka, ledwo zdążając. Do galerii w sumie dojechaliśmy szybko, a tam… uch. Podziwiałam Kubusia, byłam taka wybredna… nic mi nie pasowało, a wesele tuż tuż. Wyszliśmy po 2 godzinach, z sukienką a ja… nadal nie byłam do końca, do niej przekonana. Chłopak wyraźnie tracił cierpliwość.

- Mówiłem Ci przecież, że wyglądasz w niej pięknie! Co jest? Nie jestem wystarczająco przekonujący czy jak?!

Całą drogę autobusem do domu tłumaczyłam mu, że sukienka wydaję się za jasna i kupiłam ją z przymusu. I że to jego wina. To cud, że jak wyszliśmy z autobusu nie rzucił się od razu do ucieczki… byle z dala ode mnie.

- Chodź, odprowadzę Cię.

O mało, co szczęka mi nie opadła.

- S… Słucham? Nie masz mnie jeszcze dość?

Zapytałam zdziwiona. Ten to potrafił zaskoczyć.

- Eee tam, wychowywałem się wśród kobiet od dziecka, nie zapominaj, że mam siostre. Jestem uodporniony na takie marudzenie.

Roześmiałam się skrępowana. Chwyciłam go pod ramię, a następnie ruszyłam ciągnąc go za sobą. Pod domem pożegnałam się z nim, wyjątkowo dając mu buziaka w poliko. Jakże go to zaskoczyło, jednak… nie wydawał się niezadowolony. W miarę dobrym humorze weszłam do domu. Od progu przywitała mnie mama pytając jak tam zakupy… musiałam chwilę z nią pogadać, bo przecież bez opisania czasu, który spędziłam w galerii nie puściłaby mnie do pokoju. Także, 30 minut poszło, ponieważ do rozmowy włączył się jeszcze tata. Po tych 30 minutach mogłam wreszcie spokojnie iść do swojego pokoju, gdzie zamknęłam się na klucz. Miałam dość towarzystwa… teraz miałam ochotę tylko na Pamiętniki Wampirów. Pooglądałam całe 5 odcinków. Byłam już na 4 sezonie, i chciałam w końcu dojść do ostatniego jak na razie odcinka 15. A poza tym, cholernie mnie to wciągnęło. Wesele było już jutro, ani trochę nie chciało mi się na nie iść, chociaż zaplanowałam już, co ubiorę, jak się umaluję i jaką zrobię sobie fryzurę. Mogłam nawet wziąć osobę towarzyszącą… nie, dzięki. Kiedy już minął mi cały dzień i miałam zamiar iść spać, odezwała się moja komórka. Kinia? Serio? Z westchnieniem opadłam na łóżku i odebrałam.

- Co?

- Cześć! Też miło cię słyszeć Anno!

Odruchowo wzruszyłam ramionami. Kinia jednak ciągnęła niewzruszona.

- Dzisiaj normalnie podbiłam Amerykę. Wiesz, co zdobyłam? To, co miliony directionerek chciałoby mieć a ja sama normalnie skaczę z radości!
Wywróciłam oczu.

- No, co?

- Adres, Nialla Horana!

Nie mogąc wytrzymać wybuchnęłam śmiechem. Tak doskonale udawała radość cwaniara! Przecież ten adres to zna na pamięć.

- Zaraz, zaraz… Czy ja usłyszałam śmiech? Anna już nie ma focha?

- No, bo to jest nie fair! Ukrywacie coś przede mną! Jesteśmy przyjaciółkami, powinniśmy mówić sobie wszystko!

- Ależ Anno, my Ci mówimy wszystko. A uwierz mi, to nie jest nic złego. No dobra, to słodkich snów, przygotuj się na jutrzejszy dzień. Buziaki, dobranoc.

- Taa.. dobranoc.

Rozłączyłam się i odłożyłam komórkę z westchnieniem. Ile to już razy ja dzisiaj wzdychałam? Niedługo to będzie moim nawykiem, niczym zagryzanie wargi. Zamknęłam oczy. Sen przyszedł szybko.

PRZEPRASZAM.

  • Napisane 8 marca 2013 o 17:32

Taaaak, strasznie was przepraszam, ale dzisiaj nie pojawi się rozdział. Ja po prostu.. nie mam weny, kompletnie nie wiem jak, co pisać. Musicie mi to wybaczyć, taka chwilowa niedyspozycja jakby.. obiecuję wam, że pojawi się w najbliższym czasie, może nawet jutro jak nie pojadę do dziadków. Dodatkowo za to, że dzisiaj nie będzie rozdziału napiszę dwa… :) jeszcze raz bardzo was przepraszam kochane! buziaki…

Rozdział 39.

  • Napisane 1 marca 2013 o 19:04

OCZAMI KINI

Idąc do domu z torbami ciuchów oraz kosmetyków rozmyślałam o dzisiejszym dniu, który strasznie szybko minął. Zdałam sobie sprawę, że gdyby nie Anka siedziałabym zamknięta w pokoju na cztery spusty i nikogo do niego nie wpuszczała. Cóż, dziewczyna nawet nie zdawała sobie sprawy, że ratuję moje… przetrwanie. Haha, jak to brzmi… o jejku. Nagle rozdzwonił się mój telefon. Wyciągnęłam go, będąc pewna, że to Anka. Tymczasem… widząc na wyświetlaczu kto dzwoni od razu odebrałam i przycisnęłam sobie do ucha komórkę.

- Hazza!

- Cześć ślicznotko, co tam?

- Wiesz… właśnie siedzę sobie z kumplem na ławce… kurczę, ale wiesz co? Strasznie przystojny on jest.

Uśmiechałam się łobuzersko, wiedziałam, że Harold i tak się nie nabierze.

- Czyżby? To powiedz temu kumplowi, że kochasz jedynie mnie i niech spada na drzewo.

Mówił to, a ja widziałam jak się uśmiecha. To chyba była faktycznie prawdziwa miłość. Prychnęłam.

- A może nie chcę?
- Nie kochasz mnie?…

Zmienił ton na głos zranionego pieska, a ja nie mogąc wytrzymać wybuchnęłam śmiechem.

- Kocham, kocham. Dobra, koniec żartów no.

- Jak sobie Pani życzy, hm… co masz na sobie?

Ponownie się roześmiałam, tylko, że teraz wywołałam zdziwione spojrzenie przechodniów, których musiał nieco zdziwić mój głośny śmiech. Jakoś specjalnie tym się nie przejmowałam.
- Tylko bielizne wiesz? I idę sobie przez miasto.

- Pff, a tak naprawdę?
- Naprawdę to dżinsy i koszule ciekawiono.

- Hmmm… a pod?

- Harry!

- No co? Brakuję mi twojego ciała…

- Jesteś… zboczony!

- Łaaał! Odkryłaś Amerykę słoneczko!

Pokręciłam głową ciągle się uśmiechając.

- Nic Ci do tego słoneczko, muszę kończyć. A i… co Ty na sobie masz?

- Leżę w łóżku w samych bokserkach.

Momentalnie stanął mi ten widok przed oczami. Oblizałam wargi.

- Naprawdę muszę kończyć, kocham Cię, pa.

Rozłączyłam się w ekspresowym tempie i schowałam komórkę do kieszeni. W samych bokserkach… kurde! Ja też tęskniłam za jego ciałem! Dodatkowo zrobiło mi się gorąco, dobra robota Hazza. Obok mnie przeszedł kumpel z klasy.

- A Ty co Kinia? W saunie byłaś, że taka czerwona?

- Co?…

Wydukałam marszcząc brwi. Kiedy zniknął mi z oczu wyciągnęłam czym prędzej komórkę, po czym przejrzałam się w niej. O cholera! Byłam czerwona jak burak, Styles, oberwiesz! Wywróciłam oczami biorąc przy okazji głęboki oddech. Doszłam do domu, gdzie zdjęłam buty, przywitałam się z mamą… stop.

- Mama? Wszystko w porządku?

Moja mama miała dziwną minę, niby wszystko było okej, ale coś mi tu nie pasowało.

- Tak, tak kochanie, jak najbardziej. Idź do siebie.

Dobra, kolejne zdziwienie. W normalnych okolicznościach narzeka, że siedzę wiecznie u siebie w pokoju, a teraz? Sama mi każe do niego iść. Zdziwiona podreptałam na górę. Tam zagadka się rozwiązała. Otworzyłam drzwi do mojego pokoju, mając zamiar od razu iść na komputer. Jakie było moje zdziwienie, gdy na łóżku zastałam swobodnie siedzącą sobie Asie.

- Aśka?!

Moja przyjaciółka się do mnie wyszczerzyła i od razu podbiegła do mnie przytulając mnie.

- No cześć Stylesowa!

Otrząsając się z szoku odwzajemniłam uścisk.

-, Co Ty tutaj robisz?

Zapytałam z szerokim uśmiechem, kiedy już się od siebie oderwałyśmy.

- Postanowiłam was odwiedzin, myślałam, że ciągle trzymasz się z Anką, i że będziecie razem, ale skoro jesteś sama… idziemy do Anki!

Bez słowa pobiegłam za nią, musząc z powrotem założyć buty. Po drodze rzuciłam mojej mamie spojrzenie mówiące „wiedziałam, że coś jest nie tak cwaniaro!”, po czym wyszłam z Aśką na powietrze. Do Anki doszłyśmy bardzo szybko…

OCZAMI ANKI

Drrrrryń. Zmarszczyłam brwi. Słowo daję, Kinia nie może beze mnie wytrzymać. Miałam właśnie dzwonić do Lou… jęknęłam. No dobra, zeszłam na dół otwierając drzwi. Szczęka sama mi opadła, kiedy zobaczyłam Asie. Rzuciłam się na nią pierwsza ściskając ją tak, że biedna by się udusiła.

- Horanowa! Co Ty tutaj robisz?

- Macie jakąś manie z tym pytaniem czy jak? Przyjechałam was odwiedzić… mam sobie pojechać?

- Zwariowałaś?! Nie puścimy Cię nigdzie! Na ile tu jesteś?

Asia zagryzła dolną wargę. Hej! To moje! Zerknęłam okiem na Kinie, ona tylko patrzyła na nas obie szeroko się uśmiechając. Wiecznie radosna, pomyślałam z przekąsem. Doczekałam się wreszcie odpowiedzi mojej przyjaciółki.

- Właściwie to… na zawsze.

Zamrugałam parę razy. Kinia tymczasem zmarszczyła brwi.

- Jak to… na zawsze?

Odezwała się pierwsze Kinga.

- No właśnie?

Zaraz po niej musiałam pokazać swoje zdziwienie ja.

- Jak ja was lubię szokować. Przeprowadziłam się tu cepy! Moją rodzinę od dawna interesowała Polska, a teraz była doskonała okazja, aby ich przekonać. Dwa dni temu przyjechałam od chłopaków i właściwie… przyjechałam tu już wczoraj. Mieszkam niedaleko.

My z Kinią nie odzywałyśmy się, wpatrywałyśmy się tylko w nią zszokowane.

- No dziewczyny! Pobudka!

Potrząsnęłam głową.

- Chwila… to znaczy, że będziesz z nami chodzić do szkoły?
- No dokładnie!

Podskoczyłam, a zaraz po mnie Kinia i Asia. Zrobiłyśmy tzw „miśka” przytulając się we trzy. Do pełnego szczęścia potrzebni byli tylko chłopcy, ale oni się raczej tu nie przeprowadzą, pomyślałam ze smutkiem. Dobra, to nie czas na smucenie się! Asia tu mieszka, hip hip huraaa! Roześmiałyśmy się razem, tak bez powodu, już tak miałyśmy.

- No dobra… to idziemy Cię oprowadzić. Musimy Ci wskazać miejscowe ciasteczka, y… Kinia, podsuń mi jakiś?

Zagryzłam wargę nie mogąc sobie przypomnieć, żeby było w naszej okolicy jakiekolwiek ciasteczko.

- Kuba.

Powiedziała od razu moja przyjaciółka. Roześmiałam się kiwając głową.

- Ta… słynny klon Zayna, sama zobaczysz jak bardzo jest do niego podobny.

Szturchnęłam Asie. Ta nie przestawała się uśmiechać. Doszłyśmy na skyte park gdzie były tłumy młodzieży. Od razu spostrzegłam Kubę, który szwędał się z Olkiem.

- Idziemy?

- Jasne.. a moment.

Zatrzymała nas Kinia. Spojrzała na Asie.

- Olek, jego kumpel będzie Cię chciał najprawdopodobniej poderwać, nie daj mu się i od razu powiedz, że masz chłopaka.

- Jasne szefowo!
Odpowiedziała żartobliwie Asia. Z uśmiechami zmierzałyśmy w kierunku chłopców.

no siemasz! wybaczcie jak będą jakieś błędy czy cosik, ale spieszyłam się. Niedawno dopiero przyjechałam z miasta a chcę jeszcze pooglądać pll… na pamiętniki wampirów chyba nie mam co liczyć.. ja pierdziele.. :c a tymczasem jutro do Kini (tak naprawdę Kornelii) :D hoho, ciekawe. No to liczę na dużą ilość komentarzy i… do następnego rozdziału :)

ps: Happy Birthday Justin! :D

Rozdział 38.

  • Napisane 22 lutego 2013 o 18:06

Minął jakiś miesiąc od powrotu do domu. Obudził mnie ból głowy.

- Ała.. Co do cholery?

Otwierając oczy, jednak ciągle lekko je mrużąc niczym wampir przed słońcem, ogarnęłam sytuację. No tak, spałam przed kompem. Te wszystkie promienie od niego… jak to się stało? Przypominałam sobie po kolei wczorajszy dzień. Tak! Rozmowa z chłopakami!

- Jezu zachowuję się jakbym miała kaca…

Strzeliłam facepalma, aby po chwili się roześmiać.

- Kinia wstawaj śpiochu!

Zaczęłam nią trząść doczekując się z jej strony złośliwych odcinek, jak to ona.

- Zostaw mnie idiotko… chcę spać! Jak Hazza zrobi śniadanie to wtedy mnie zawołaj!

Westchnęłam.

- I to mnie nazywa idiotką… Hazzy tu nie ma kwiatuszku, witamy w Warszawie po raz… 3? Nie wiem.

- Shit.

Usłyszałam tylko takie oto jej mruknięcie, gdy wstawała.

- Cóż, ja się powoli przyzwyczajam.

Zdobyłam się na uśmiech, jednak chyba nie byłam zbyt dobra, bo Kinia tylko popukała się w czoło.

- Niee, wcale nie wyglądasz teraz jakbyś miała się zaraz rozryczeć.

Wyszczerzyła się do mnie mówiąc to ironicznie. Rzuciłam w nią poduszka, po czym odwróciłam się do niej plecami spoglądając przez okno. To nie moja wina! Albo moja… nie trzeba było się do nich tak bardzo przywiązywać słońce. To wszystko twoja wina, właśnie tak. Postanawiając się ogarnąć, rozejrzałam się po pokoju. Kinia już dawno wyszła do łazienki, aby się ubrać i… przygotować na ten dzień. Wiedziałam, że tak naprawdę tam siedzi i ryczy. Znałam ją, nie poszłaby do łazienki od razu po wstaniu, to nie w jej stylu. Była załamana, ale nie, udawała, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Ja pierdziele! Robisz tak samo geniuszu! Odpowiedziałam sobie na moje myśli. Ale tu bajzel, stwierdziłam, przeskakując wzrokiem z elementu na element. Zaczęłam sprzątać, a skończyłam akurat, kiedy Kinia wróciła z łazienki, całkowicie już ogarnięta.

- Dobra, kolej na mnie, a i… chusteczki są tam.

Pokazałam palcem, uśmiechając się przy tym tak samo ironicznie jak ona niedawno. Byłam za dobra, przechodząc obok niej musiałam ją przytulić.

- Nie jesteś sama, jakoś przez to przejdziemy.

Szepnęłam jej na ucho, po czym wyszłam z pokoju. W łazience odbyłam poranną toaletę, jak zawsze, nie ma, co tu się rozgadywać (a może powinnam napisać „rozpisywać?”). Będąc przygotowaną, wróciłam do mojego pokoju. Moja przyjaciółka włączała właśnie na komputerze teledysk do „One Wat Or Another”. Padłam obok niej, jako, że jeszcze go nie widziałam. Oglądając go śmiałyśmy się w niebogłosy, a Horan pod prysznicem już całkowicie nas rozwalił. Nie mogłyśmy przestać się śmiać. Zdecydowanie poprawił nam się humor.

- Mam pomysł, co Ty na to, żebyśmy pojechały do galerii?

Uśmiechnęłam się, tym razem szczerze. Kinga ochoczo się zgodziła. Już po chwili wychodziłyśmy na przystanek…

 

TAK DLA ODMIANY… WCZUJĘ SIĘ TERAZ W POSTAĆ AŚKI, A WIĘC… WRACAMY DO HOTELU W NIEMCZECH! TAK, ŻEBY NIE BYŁO WĄTÓW, Z CHŁOPAKAMI JUŻ WSZYSTKO OKEJ… NAWET Z NIALLEM J

 

- Niall! Niall, gdzie Ty jesteś głodomorze?! Hmm… mam pizze!

Krzyknęłam po chwili, wiedząc, że to go zachęci. Miałam rację, już po chwili stał przede mną szczerząc się niczym pies, który zobaczył kość.

- Moje kochanie, wiesz co lubię.

Podszedł do mnie robiąc z ust „Dziubek”. Roześmiałam się. Oczywiście od razu go pocałowałam, co miało być powitalnym buziakiem, ale przerodziło się w coś więcej. Horan przyciągnął mnie do siebie kładąc dłoń na moich plecach.

- Zgnieciesz pizze!

Powiedziałam odrywając się od jego ust. Nie byłam gotowa, wiedziałam, że Niall przy mnie pali się niczym ogień, to nie było tak, że ja nie chciałam… po prostu nie mogłam. Strasznie mnie zżerało poczucie winy, gdy widziałam jego smutną minę po odtrąceniu.

- Chodź, pizza jest z pieczarkami…

Powiedziałam kusząco puszczając do niego oczko. Chwyciłam jego dłoń i pociągnęłam go za sobą na taras. Wszyscy jakby gdzieś wyparowali, właściwie to nie… Louis siedział zamknięty w swoim pokoju, wciąż nie mogąc ogarnąć się po wyjeździe dziewczyn, właściwie to siedział tam z Harrym. Obaj byli w tym samym stanie, i tylko ze sobą nawzajem mogli się porozumieć. Liam chodził gdzieś z Danielle po mieście, Zayn z Perrie raczej też gdzieś się włóczyli… także ja z Niallem mogłam się czuć, jakbyśmy praktycznie byli sami w tym hotelu. Co do Horana, on też nie był w najlepszej formie, Ania zawsze była dla niego bardzo ważna, więc również cierpiał. Co nie znaczy, że nie przeżywał wyjazdu, za nią również tęsknił. Nie chcieliśmy przyswoić sobie tego do myśli, ale ja również wyjeżdżałam… i to dzisiaj. Nie myślmy o tym. Na tarasie oboje zajęliśmy się pizzą, wręcz walcząc o następny kawałek.

- To nie fair! Ty zjadłeś trzy kawałki w tym samym czasie, co ja jeden!

Oburzyłam się. Mój chłopak tylko wystawił język. Ugh. Wstałam z kolejnym kawałkiem pizzy i usiadłam na balustradzie. Niall również wstał podchodząc do mnie, a następnie kładąc dłonie na moich kolanach. Wzdrygnęłam się.

- Niall…

Szepnęłam cicho. Zrozumiał, jednak nie odsunął się. Ne jego twarzy był widoczny zarys powagi, co było trochę do niego niepodobne.

- Porozmawiajmy o tym, proszę. Chcę wiedzieć, co i jak.

Powiedział smutnie… temu głosikowi nie mogłam się oprzeć.

- No dobra. Więc co tak szczególnie mielibyśmy omówić?

Zagryzłam wargą. Tego gestu nauczyłam się od Anki, może nie wiedziała, ale naprawdę często tak robiła.

- Dobrze wiesz, że Cię pragnę… jak nikogo innego…

- … No, co Ty.

Powiedziałam żartobliwie wchodząc mu w słowo. Zerknął na mnie zdezorientowany tym przerwaniem, widocznie układał już w głowie przemowę. Bawiło mnie to trochę, chociaż wiedziałam, że nie powinno.

- Nie przerywaj mi! Nie jestem facetem typu…

Teraz sam przerwał kończąc kawałek pizzy. Nie mogłam się powstrzymać od roześmiania. Nialler jednak położył swój palec na moich ustach sprawiając, że zamilkłam.

- … Typu, że chodzi mi wyłącznie o seks. Jesteś świadoma tego, a przynajmniej mam nadzieję, że jesteś… jesteś świadoma tego, że Cię kocham. I nie musimy się do siebie zbliżać poza granice pieszczot, całowanie, ale… to mnie męczy. Za każdym razem, gdy całujemy się chcę więcej i więcej. Chcę Ciebie.

Patrzył mi w oczy, a mnie zaparło dech w piersiach. Co on robił?! Hipnotyzował mnie wzrokiem… był za słodki i to wykorzystywał! Poważnie, przestałam oddychać.

- Asiu…

Wyszeptał zaczynając jeździć dłonią po moim udzie. Przełknęłam ślinę, starając się wziąć głęboki oddech.

-, Ale ja się boję…

Wyznałam w końcu. Ręka Horana znieruchomiała.

- Boisz się?
Powtórzył, ponownie spoglądając mi w oczy. Przestań! Krzyczałam w myślach. Skinęłam zawstydzona głową rumieniąc się przy tym. Zaskoczyła mnie jego reakcja, roześmiał się. Naprawdę to zrobił.

- Kochanie, nie masz się, czego bać! Skoro Anka i Kinia przeżyły… a wiesz dobrze, że Lou i Hazza to… największe ogiery.

Wybuchnęłam śmiechem. Odruchowo zarzuciłam mu ręce na ramiona, kiedy brał mnie na ręce.

- Mnie się boisz? No chyba żartujesz… ja jestem przecież taki delikatny..

Mruknął zbliżając się swoimi ustami do moich. Wpajałam się w jego usta, przymykając przy tym oczy. Nawet nie zauważyłam, kiedy znaleźliśmy się w jego pokoju, na jego łóżku… Położył mnie na nim.

- Niall…

Z moich ust wyrwało się mruknięcia, gdy zabrał się za zamek od sukienki.

- Ciii….

Uśmiechnął się do mnie tak czule, że nie miałam już żadnych zahamowań. Pozwoliłam mu ściągnąć z siebie sukienkę, tak, że zostałam w samej bieliźnie. Nieśmiało chwyciłam skrawki jego koszulki podciągając ją w górę, aby w końcu całkowicie ją ściągnąć i rzucić za siebie. Po jakimś czasie całkowicie pozbyliśmy się ubrań i… bielizny. Byliśmy nadzy grzejąc się swoimi ciałami. Obdarzaliśmy się pocałunkami, pieszczotami… było mi dobrze, jak jeszcze nigdy dotąd. Już wiedziałam, dlaczego zawsze tak interesował mnie ten świat… świat seksualny. To było coś niesamowitego, współczuję tym dziewczynom, które nie mogą jeszcze tego przeżyć.

- Ja… muszę się spakować Niall…

Powiedziałam, czując jak łzy mi się zbierają w oczach. Leżeliśmy w łóżku, po stosunku z godzinę nasycając się swoją obecnością.

- Muszę jechać.

Zagryzłam wargę, żeby się nie rozpłakać. Wystarczyło, że Horan zaczynał płakać. Był przy tym taki słodki…

- Proszę Cię, nie płacz…, bo ja zaraz też będę płakać.

Spojrzałam na niego błagalnie. On tylko odwrócił wzrok. Ubrałam się, spakowałam… byłam właściwie gotowa do wyjazdu. Miała mnie zawieść na samo miejsce limuzyna chłopaków, nie musiałam lecieć samolotem. Stanęłam przed moim chłopakiem, który w tym czasie również zdążył się ubrać.

- Będę za Tobą tęsknić, ogromnie.

Przytuliłam się do niego. Poczułam jak mocno mnie obejmuję, nie mając zamiaru puścić.

- Nie możesz mnie tak po prostu zostawić.

Wyszeptał. Przełknęłam ślinę.

- Muszę. Mnie też czeka szkoła Niall… nie było mnie przez cały pierwszy miesiąc, na pewno zrobiłam już sobie niezłe zaległości. Nie mam wyboru, a poza tym… zobaczymy się niedługo.

Już dawno płakałam, to było silniejsze ode mnie, nie mogłam tego powstrzymać. Odprowadził mnie do samej limuzyny gdzie czekali na mnie chłopcy wraz z Danielle i Perrie.

- Znowu pożegnanie… pierdzielić to wszystko…

Mruknął Louis. Przytulił mnie mocno, tak samo jak reszta. Od każdego dostałam mocny uścisk, od Nialla porządny pocałunek. Odjeżdżając limuzyną widziałam jak wargi Nialla szepczą mi niemo „Kocham Cię”. Rozpłakałam się jak małe dziecko, życie było cholernie niesprawiedliwe.

krótki, ale no… nie miałam za bardzo weny. A poza tym… 4 komentarze, w tym chyba mój? serio?… nie ukrywam, trochę mi smutno.

Rozdział 37.

  • Napisane 15 lutego 2013 o 17:59

- Drogie Panie, proszę się obudzić…

Poczułam jak ktoś mnie szturcha. Będąc jeszcze nie do końca obudzona i świadoma tego, co się dzieję, wyszeptałam:

- Lou, jeszcze momencik.. Odwdzięczę się.

Uśmiechnęłam się próbując ponownie zasnąć.

- Proszę Pani, samolot wylądował. Jesteśmy w Warszawie.

Gwałtownie otworzyłam oczy, po czym potrząsnęłam głową. Mrużąc oczy spojrzałam, na stewerdesse aby dzięki temu otrzeźwieć. Jęknęłam, no tak, wyjazd do domu, zostawienie chłopców… z westchnięciem potrząsnęłam Kinią.

- Kinia, jesteśmy na miejscu… w Warszawie.

Dodałam szybko, obawiając się, że moja przyjaciółka będzie miała to samo, co ja i jeszcze powie coś niewłaściwego, myśląc, że obok niej stoi Hazza. Pozwoliłam sobie na uśmiech, gdy ona również gwałtownie, jak ja otworzyła oczy i od razu uświadomiła sobie, co i jak. Naprawdę byłyśmy podobne. Wstałyśmy, ogarniając się a następnie kierując się do wyjścia. Podziękowałyśmy przy okazji stewardessie za miłą podróż. To, że byłyśmy załamane nie oznaczało, że straciłyśmy resztki kultury.

- Wiesz, że jak tylko wjedziemy schodami do miasta, to wpadniemy w ramiona naszych mam?

Zapytałam znużonym tonem. Kinia spojrzała na mnie jakby zdziwiona.

- Ani trochę się za nimi wszystkimi nie stęskniłaś?

Zagryzłam wargę. No tak, byłam trochę nie fair. Z pewnością moi rodzice strasznie się za mną stęsknili, a ja zamiast cieszyć się na powrót do nich to jeszcze narzekałam.

- To nie tak… stęskniłam się, ale po prostu… jak sobie pomyślę, że już nie będę budzić się obok Lou, patrzeć jak Niall wżera, co popadnie, jak Harry chodzi prawie nagi…

-… Przestań! Przestań, okej? Nie chcę się znowu poryczeć. Więc z łaski swojej zamknij się.

Przełknęłam ślinę. Miała rację, to nie miejsce i czas na „popłakiwanki”. Miałam rację, kiedy wraz z innymi pasażerami samolotu wkroczyliśmy na miasto, od razu zobaczyłyśmy rodziców. Odezwała się tęsknota. Z szerokim uśmiechem pobiegłam wraz z Kinią w ich objęcia. Ucałowałam rodziców, mówiąc przy okazji, jak to bardzo się za nimi stęskniłam i jak mi ich brakowało. Nic nie było kłamstwem, wszystko, co mówiłam, to prawda. Przynajmniej przez chwilę byłam szczęśliwa, będąc po takiej długiej rozłące z rodzicami. Kinia sprawiała takie samo wrażenie.

- Wpadnę do Ciebie jutro okej?

- Jasne, miłego dnia.

Powiedziała to tak, że aż dało się usłyszeć sarkazm. Odpowiedziałam jej ironicznym uśmieszkiem. Obie poszłyśmy w swoje strony… do domu. Samej do pokoju udało mi się dostać dopiero wieczorem. Musiałam opowiedzieć wszystko… dosłownie. To znaczy, oczywiście, nie wnikałam w szczegóły, takie jak… mój związek z Louisem. Zdawałam sobie sprawę, że ich okłamuję, ale… musiałam z tym poczekać. Wiedziałam, że im się to nie spodoba, a chociaż przez parę dni chciałam czuć taką miłą, wesołą atmosferę z okazji mojego powrotu. A propos miłej atmosfery, jutro pogrzeb. Same powody do radości. Rozejrzałam się po moim pokoju. Nic się tu nie zmieniło, zresztą…, co mogło się zmienić przez wakacje? Stanęłam przed dużym lustrem i zobaczyłam siebie. Ze sztucznym uśmiechem przyklejonym do twarzy oraz ze… smutnymi oczami. Nic już nie będzie takie samo… bez chłopców to nie ma sensu. A co z Aśką? No właśnie, Aśka… opadłam na łóżko. Naprawdę się do siebie zbliżyłyśmy, stała się dla mnie bardzo ważna. Z początku jędza, potem… genialna przyjaciółka. Farciara przebywa nadal z chłopakami. Ale pewnie i ona niedługo będzie musiała wracać do swoich stron… cóż. Zerknęłam kątem oka na zegarek, wybiła 21. Kolacja zjedzona, teraz powróćmy do wczesnego mycia się i spanka. O Jezu. Powlokłam się do łazienki, wyciągając po drodze z torby moją koszulę nocną.

Po ogarnięciu się, gotowa do spania wskoczyłam pod kołdrę. Jednak nie mogłam tak po prostu zamknąć oczy i czekać aż zasnę. Chwyciłam komórkę, wybierając numer Lou. Nie minęła nawet minuta, gdy po drugiej stronie dało się usłyszeć jego głos.

- Ania! Wszystko okej? Jesteś w domu?

Uśmiechnęłam się. Kochany Tommo…

- Tak, jestem w domu. Dzwonię, bo leżę w łóżku i…

Nagle usłyszałam po drugiej stronie jęknięcie. Zmarszczyłam brwi.

- Wszystko w porządku Lou?

- Tak, oprócz tego, że chciałbym znaleźć się u twojego boku w tym łóżku, to tak, jak najbardziej.

Roześmiałam się. A więc to o to chodziło.

- Zbok! Jakoś wytrzymasz beze mnie w tym łóżku. Lou… zupełnie wypadło mi z głowy… jak Ty teraz ze mną gadasz? Jakim cudem utrzymujesz komórkę?

- O to się nie martw. Nie pozwoliłem Zaynowi odejść na krok, dopóki nie zadzwonisz i nie włączy mi głośnomówiącego. Teraz komórka leży sobie na szafce nocnej a ja wygodnie leżę w łóżku.

Ponownie uśmiechnęłam się, tym razem szerzej.

- Biedny Malik. A teraz jest tam obok Ciebie?
- Nie, wygoniłem go jak tylko włączył mi głośnomówiący.

- Tomlinson!

- No, co?!

- Postąpiłeś bardzo nieładnie!
Powiedziałam żartobliwie.

- E tam, proszę bardzo, jak chcesz sobie z nim pogadać to śmiało, zadzwoń do niego.

Urażony ton, haha. Pokręciłam głową.

- Do chłopaków zadzwonię jutro. Albo zgadamy się jakoś na skype. Założyliście już?

- Nie, bo przecież wiesz… ten cały skype…

- Lou! Przecież mówiłam Ci, że nie musicie podawać swoich prawdziwych danych, równie dobrze możecie wpisać „Tomek Mileńczyk, Kraków”.

To pierwsze wpadło mi na myśl. Usłyszałam śmiech mojego chłopaka.

- Dobra, założymy. Ale wiedz, że tylko po to, aby móc gadać z Tobą, Kinią i Aśką.

- A właśnie! Aśka nadal z wami jest?
- Jutro wyjeżdża. Teraz jest u Nialla.

Zaśmiałam się.

- U Nialla mówisz? Ciekawe…

- Też tak uważam. Rano wpadnę do nich niespodziewanie.

- Jej! Jak mi będzie tego brakować.

Jęknęłam. Rozmawialiśmy tak jeszcze długo, skończyliśmy 2 godziny po. Aż się bałam spojrzeć, ile kasy mi wzięło. Po rozmowie zamknęłam oczy i… zasnęłam. Sny miałam piękne, można powiedzieć, że ciekawie i… przyjemne. (Noooo, dobrze myślicie zboczuszki ;*)

- Aaaa… Tommo..

Rano, gdy się obudziłam zaczęłam rękę okładać kołdrę. Kiedy oprzytomniałam i zdałam sobie sprawę z tego, co robię, wywróciłam oczami. Kiedy wreszcie przyzwyczaję się do tego, że jestem w Warszawie? Ych. Ranek przebiegł normalnie, poranna toaleta, śniadanie, pogaduszki z rodzicami… niczym przed wakacjami. Nie chciałam ich zranić, ale godzinkę po śniadaniu oznajmiłam, że idę do Kingi. Ku mojemu zdziwieniu, pozwolili mi a dodatkowo byli uśmiechnięci od ucha do ucha. Zmienili się, kurczę. Założyłam tylko trampki oraz okulary przeciwsłoneczne i wyszłam. Moja przyjaciółka mieszkała blisko mnie, więc po chwili pukałam już do drzwi od jej domu. Otworzyła mi jej mama witając mnie uprzejmym uśmiechem. Zawsze lubiłam mamę Kini, była taka… pogodna.

- Dzień dobry, jest może Kinia?

- Cześć Ania, pewnie. Wejdź proszę.

- To znaczy… chciałam ją zabrać na skyte’a, więc…

- Rozumiem. Kinga! Ania przyszła!

Krzyknęła stojąc przy schodach, które prowadziły do jej pokoju. Od razu zeszła na dół, pożegnała się z mamą i ruszyła ze mną na skejta. Rozglądałyśmy się po drodze po domach, jakbyśmy wróciły, co najmniej po roku. Wreszcie doszłyśmy na miejsce. Kinia nagle wybuchnęła śmiechem. Ze zdziwieniem spojrzałam na nią.

- Kinia? Wszystko okej? Ja wiem, że może powrót źle na Ciebie działa, ale…

- … Spójrz.. hahahaha, spójrz na pagórek.

Niepewnie spojrzałam, tam gdzie mi kazała. Po chwili ja również wybuchnęłam śmiechem.

- Kuba i Olek? No chyba nie.

Wydukałam nadal się śmiejąc.

- Chodź do nich!
- Co? Odbiło Ci? Po co?
No dobra, teraz to już mnie totalnie zaskoczyła. Nie przepadała za Olkiem, z Kubą za bardzo się nie zaznajomiła, więc nie mogłabym ocenić, ale… żeby chciała do nich dołączyć?

- No, co? Przyzwyczaiłam się do towarzystwa chłopaków.

Pociągnęła mnie za rękę, a ja z uśmiechem podążyłam za nią. Po chwili już znajdowałyśmy się obok chłopaków. Widząc nas uśmiechnęli się szeroko, widocznie byli zdziwieni.

- Anka, Kinga…, co tu robicie? Byłyście w Londynie.

Kuba był jeszcze bardziej zdziwiony niż Olek. No tak, przypomniałam sobie nasze spotkanie… potem mieliśmy się zgadać, ale jakoś… nie wyszło.

- No tak, ale wróciłyście. Jutro pogrzeb nauczyciela, także musiałyśmy wrócić. Zresztą i tak na rok szkolny nie mogłybyśmy tam zostać.

-, Ale wyładniałyście! Kinia, a Ty…, wow!

Stwierdził Olek. Taa, nie poznałam zbyt blisko tego chłopaka, ale to, że najbardziej obchodził go wygląd dziewczyny, o tym już wtedy się dowiedziałam. Wpadł mi do głowy pomysł, a co tam.

- Uważaj Olo, jest zajęta.

Powiedziałam siadając obok Kuby. Chłopak był widocznie zdezorientowany, zresztą mina Kini również nie wydawała się zbyt pewna. Patrzyła na mnie z wyrazem twarzy typu, „Co ty robisz idiotko?!” Machnęłam rękę, mając nadzieję, że odbierze to, jako „Co oni mogą zrobić? Daj spokój, to ciołki.” Moja przyjaciółka roześmiała się, wywołując jeszcze większe zdziwienie Olka. Kuba za to nie wydawał się zaskoczony. Ciekawe… ten chłopak ogólnie był ciekawy. Olek przeniósł na mnie wzrok. Od razu odczytałam jego minę.

- Ja też jestem zajęta.

Ups, zburzyłam jego dobry humor. Kuba spojrzał na mnie z dziwną miną. O co kaman? Dlaczego poczułam, że muszę mu wszystko wytłumaczyć?

- Przejdziecie się z nami do Złotego Rogu?

Zaproponował Kuba. Skinęłyśmy głową, mając zamiar troszkę zaszaleć, aby nie siedzieć ciągle w pokoju i płakać. Dzień minął bez zarzuty, Kinia u mnie nocowała, zrobiłyśmy sobie takie jakby „party”. Pożegnałyśmy ten dzień płaczem, przy rozmowie na skype z chłopakami. To było ponad nasze siły widząc ich, i nie być przy nich.

Cześć! Piątek, a więc rozdział… cóż, co ja mam wam powiedzieć? No tak, teraz będzie troszkę akcji bez chłopaków z 1D, ale tak musi być. Wiem, że nie jest za wesoło, ale nie mogę też od razu zrobić tak, że dziewczyny będą wesołe, w końcu rozstały się z nimi na jakiś czas… a rozstać się z chłopcami z 1D to koszmar, nie przeżyłam tego, ale sobie to wyobrażam. Chcę po prostu, aby to opowiadanie było wiarygodne. Ale mam na pocieszenie, działo się już trochę tego smutnego, teraz będzie tylko lepiej :) Cierpliwości, a nasza „paczka” jak to określiła jedna z was, znowu będzie razem. Mam nadzieję, że nie straciłam połowy z was przez te smutne akcje co? Nie może być ciągle wesoło, mam nadzieję, że o tym wiecie. I druga sprawa… dużo z was follownęło mnie na tt, no nie? Wiem, bo po tym jak napisałam przy jednym z rozdziale mój tt, to nagle podskoczyła mi ilość obserwujących. Tymczasem jak piszę „Czytelniczki onedirection-opowiadanie.blog.pl, jesteście tu?! :D” to nie doczekuję się żadnej odpowiedzi… nie ma tu żadnej maniaczki tt? :> hahahah, tak po prostu pytam, bo mnie to zaciekawiło :D ja aktualnie prawie codziennie tam spamuję :o a teraz idę oglądać dalej PW, czyli Pamiętniki Wampirów. Jezu, kocham ten serial. Ogląda może któraś was właśnie PW albo Pretty Little Liars? <3 hyhyhy, buziaki :*

Rozdział 36.

  • Napisane 8 lutego 2013 o 19:17

Obudziłam się w ramionach Louisa. Chociaż właściwie to on był w moich ramionach, sam nie miał władzy w rękach, przez co miał je rozłożone na łóżku. Mimo to czułam się szczęśliwa na tyle, ile mogłam. Zagryzając wargę podniosłam się, następnie stawiając stopy na panelach wstałam. Chłopak nawet nie drgnął, musiał być strasznie wyczerpany. Jeszcze przez chwilę spoglądałam na niego z delikatnym uśmiechem, po czym wyciągnęłam z szafy ciuchy naszykowane na dziś. Wisiały już na wieszakach. Był to komplet dwóch bluzek, mianowicie jasnoróżowy t-shirt a na to krótka koszulka na krótki rękaw, w kolorze nieco mocniejszego różu. Do tego wybrałam moje czarne ogrodniczki. Od zawsze nie przepadałam za ogrodniczkami, ale ostatnio się do nich przekonałam. Właściwie to był to przypadek, kiedyś u Kini zauważyłam je w szafie… były białe z czerwonymi cekinami, wyciągnęłam je, ponieważ skusiły mnie cekiny. W końcu korzystając z tego, że moja przyjaciółka była w łazience szybko je założyłam. Przeglądając się w lustrze stwierdziłam, że wyglądam… dobrze. Naprawdę świetnie! Odtąd ogrodniczki nie stanowiły dla mnie przeszkody. Z moich rozmyślań wyrwało mnie jęknięcie Lou. Odwróciłam się przestraszona. Tommo widząc to, uśmiechnął się tylko. Drań.

- Jak miło widzieć Cię w koszuli nocnej.

Wymruczał cicho, jego głos był balsamem dla mojego serca. Pokręciłam głową, wzięłam ciuchy i już byłam w łazience. Tam czekała na mnie świeża bielizna, biżuteria oraz kosmetyki wybrane na dziś. Wszystko było przygotowane. Wystarczyło tylko to ogarnąć. Za to też się zabrałam. Nie zajęło mi to dużo czasu, po 40 minutach byłam gotowa, a to jak na mnie naprawdę mało. Wyszłam z łazienki, a następnie skoczyłam na łóżko kładąc się obok mojego chłopaka. Ach, uśmiechnęłam się do moich myśli. Zauważyłam drobny ruch ręką, zaraz potem dostrzegłam grymas złości u chłopaka.

- Nawet nie mogę Cię objąć, długo będę miał je bezwładne?

- Skarbie, nie wiem… lekarz nie określił dokładnie, powiedział, że przez jakiś czas.. Krótki czas.. Wytrzymasz…

Pogłaskałam go delikatnie po policzku. Widać jednak było, że nie poprawiło mu to humoru.

- Zamówię dla nas śniadanie.

- I co? Będziesz mnie karmić?

Obrzuciłam go krótkim spojrzeniem, nie wiedziałam nawet, co powiedzieć. Brzmiał jakby był w depresji, to zupełnie nie pasowało to pozytywnego Tomlinsona. Chwyciłam słuchawkę, po czym wykręciłam numer do tutejszej kuchni. Zamówiłam dla nas omlety z owocami oraz koktajl truskawkowy.

- Zaszalejemy dzisiaj.

Z szerokim uśmiechem pochyliłam się ku niemu muskając jego usta. Odwzajemnił pocałunek, chociaż to… zagryzłam delikatnie jego wargę.

- Przestań.. Nic z tego nie będzie.

Odsunęłam się zaskoczona jego odrzuceniem.

-, Ale ja nie chciałam… nie miałam żadnych zamiarów… Lou!

Jego imię wykrzyknęłam już z desperacją w głosie. Wstałam zdenerwowana.

-, Co z Tobą? Myślisz, że mi jest łatwo? Człowieku, doceń to, że to jest chwilowe! Nie wiadomo jak będzie z Niallem, w porównaniu do niego jesteś zdrowy jak ryba!

Zmarszczył brwi na to porównanie. Nie chciało mi się tłumaczyć, że to polskie powiedzenie. Nie odpowiedział mi jednak, cóż… nie ma, na kim się wyżywać. Słysząc pukanie do drzwi, od razu je otworzyłam domyślając się, że to kelner. Zapłaciłam, a chłopak za to przeniósł mi talerze na stół. Po chwili już go nie było. Wzięłam talerz z omletem i usiadłam obok Louisa.

- Musimy Cię jakoś podnieść, i cicho! Musisz jeść, a ja muszę Cię karmić, nie chcę słyszeć żadnego marudzenia! Stopami jadł nie będziesz.

Chwyciłam go pod pachy i z całych sił zaczęłam podciągać w górę. Nie da rady… Lou jest napakowany.

- Pójdę po Liama… okej?

- Rób, co chcesz…

Znowu ten załamany ton, to nie był mój Tommo! Stając przed drzwiami do pokoju Liama i Danielle zapukałam. Wolałam nie zastać ich w jakieś… sytuacji. Otworzył mi ubrany od stóp do głów Payne. Uśmiechnął się na mój widok. Ostatnio bardzo się do siebie zbliżyliśmy.

-, Co jest Aniulka?
Wywróciłam oczami.

- Prosiłam Cię abyś tak do mnie nie mówiłam Liamulku!

Przez chwilę udawaliśmy obrażonych, ale długo tak nie mogliśmy, nasz śmiech usłyszał pewnie każdy w hotelu.

- Dobra, powaga. Nietypowa sprawa trochę… muszę jakoś podnieść Louisa do śniadania, nie jestem aż tak silna..

Poczułam jego dłoń na moim ramieniu.

- W porządku, idziemy.

Uśmiechnęłam się z wdzięcznością. Kiedy już znaleźliśmy się w pokoju, Lou nawet nie obdarzył Payne jednym spojrzeniem, nawet wtedy, gdy go przywitał. Po raz pierwszy zaczęłam się wstydzić za niego, niczym w starym małżeństwie. Liam bez problemu podniósł go do pozycji siedzącej.

- Dziękuję.

Chłopak skinął głową i już go nie było. Karmienie Louisa było dla niego strasznie krępujące, dało się to zauważyć…

*Po śniadaniu*

- Ubieramy Cię?

Wyszczerzyłam się do niego. Nie mógł wytrzymać, obdarzył mnie tym swoim zniewalającym, szerokim uśmiechem.

- Przynajmniej są jakieś plusy.

Powiedział. Pozytywnie mnie to zaskoczyło, może nie wpadnie w depresję? Przybiegłam z jego pokoju trzymając naszykowane ciuchy. Zdjęłam z niego bokserki, zakładając nowe. Specjalnie nie spojrzałam, tam gdzie on chciał. Ciągle patrzyłam mu w oczy uśmiechając się. Chłopak w końcu się roześmiał.

- Chodź tu do mnie.

Te słowa wymawiał powoli, jak w naszej grze wstępnej. Kręcąc głową przytuliłam się do niego. Bałam się przez chwilę, że znowu zacznie marudzić, że nie może mnie objąć i takie tam… jednak nic takiego nie nastąpiło, było okej. W końcu musiałam się od niego oderwać i ubrać go do końca. W końcu nie będzie chodził w samych bokserkach. Włosy również mu doprowadziłam do ładu, umyłam zęby… przy tym było najwięcej śmiechu, kiedy miał całe białe usta.

- Chcę mi się rzygać patrząc w lustro.

Powiedział wtedy, tak samo jak ja miał skojarzenia. Jednak i to minęło. Zeszliśmy na dół, na taras gdzie spotkaliśmy pozostałych. Hazza z Niallem siedzieli na wózkach. Przez chwilę myślałam, że wybuchnę płaczem. To nie było fair, zdecydowanie. Na kolanach Zayna siedziała Perrie, śmiali się i całowali, tak w kółko. Liam huśtał się z Danielle na huśtawce ogrodowej. Kinia z Aśką oczywiście znajdowały się tuż obok swoich chłopaków. Gdy weszliśmy wszystkie oczy skierowały się na nas.

- Lou!

Krzyknął Hazza rozkładając ramiona. Wczoraj nie byli dostatecznie przytomni, dzisiaj już było okej z ich świadomością. Mój Tommo podszedł do niego i przytulił się. Larry! Uśmiechnęłam się wzruszona, moje przyjaciółki mi zawtórowały. Chłopacy przytulali się wszyscy, byli nierozłączni, teraz było to widać. Horan był w znakomitym humorze, a przecież wiedział o tym, co go może czekać… Tomlinson widząc to nieco się zarumienił. Słusznie! Pomyślałam. Ty panikujesz z taką drobnostką a Niall jest cały w skowronkach, chociaż może całe życie przesiedzieć na tym wózku. Zerknęłam na Liama z Dan. I nagle mnie olśniło… jutro urodziny Payna! A takie okoliczności…, czyli, że… powstrzymałam się od krzyknięcia, moje oczy zaszkliły się a ja opadłam na krzesło. Wszyscy na mnie patrzyli.

- Kochanie, co się dzieję?

Tomlinson błyskawicznie się przy mnie znalazł. Nogi miał sprawne. Z oczu płynęły mi łzy, to niemożliwe…, dlaczego wcześniej o tym nie pomyślałam?

- Anka! Hej, co jest?!

Harry podjechał wózkiem.

- Pojutrze… pojutrze…

Nie mogłam tego wykrztusić. Dziewczyny zrozumiały. Jęknęły przytulając się do mnie.

- Pojutrze już nas tu nie będzie.

Wymamrotała Kinia. Nastała cisza.

- Odwiedzimy was…

Wykrztusił w końcu Malik. Obrzuciłam go zdruzgotanym spojrzeniem.

- Na parę dni? Przecież my… cholera, nie wyobrażam sobie życia bez was chłopaki!

- Ja też.

- Ja też.

Powiedziały od razu po mnie Asia z Kinią.

- Nie możemy myśleć o tym teraz.

Usłyszeliśmy nagle Nialla. Miał rację.

- Cieszy się z chwil spędzonych razem.

Stwierdziła Aśka przytulając się do niego. Zgadzałam się z nimi, wszyscy się zgadzaliśmy. Wybraliśmy się na wspólny spacer, gdzie szaleliśmy do woli. Porobiliśmy parę fotek, które zamierzaliśmy wrzucić na Twittera, było bosko! Louis był taki jak dawniej, przed wypadkiem, cały czas się śmiał, a każde słowo, które powiedział było komentowane salwą śmiechu. Aktualnie jedliśmy lody, gdy zadzwoniła moja komórka.

- Poczekajcie momencik.

Puściłam oko do moich towarzyszy, a następnie odebrałam. To była moja mama. Słysząc jej słowa upuściłam loda. Wszyscy wpatrywali się we mnie pytająco, zaniepokojeni. Nie powiedziałam nic, po prostu się rozłączyłam.

- Muszę jechać… musimy.

Poprawiłam się spoglądając na Kinie.

- Dlaczego?!

Zareagował podniesionym tonem Hazza.

- Wczoraj zmarł nas nauczyciel od muzyki Kinga, dzisiaj będzie pogrzeb… Musimy być tam jak najszybciej.

Oczy mojej przyjaciółki zaszły łzami. Nie musiałam nawet odgadywać, to nie były łzy z powodu naszego nauczyciela, a przez to, że musiałyśmy się już z nimi wszystkim rozstawać. To nie było miłe.

- Nigdzie was nie puszczę!

Krzyknęła Asia chwytając moją i Kini dłoń. Spojrzałyśmy na nią smutno.

- Cholerne pożegnania…

Mruknęłam pod nosem. Podniosłam wzrok i napotkałam wzrok Louisa. Był pusty, bez wyrazu. Podeszłam do niego, po czym z płaczem wtuliłam się w niego. Nawzajem całowaliśmy całą swoją twarz: oczy, nos, czoło, usta… chwyciłam kurczowo jego koszulkę.

- Nigdzie nie pojedziesz.

Powiedział przez zaciśnięte zęby. Na te słowa rozpłakałam się jeszcze bardziej. Nagle poczułam czyjąś dłoń na talii, odwróciłam się i zobaczyłam Liama, który mnie do siebie przygarnął. Objęłam mocno chłopaka.

- Daddy…

-, Czemu byłem taki głupi i Cię nie lubiłem? Dopiero ostatnio zrozumiałem jak bardzo jesteś wartościowa…

Przycisnął usta do mojej skroni.

- Trzymaj się kochany.

Musnęłam jego poliko. Podeszłam do Hazzy, który nie spuszczał wzroku z Kingi. Teraz, kiedy mnie zauważył rozłożył ręce. Przytuliłam się do niego wplatając dłonie w jego czuprynkę.

- Loczek, będę tęsknić…

- Nazwałaś mnie tak po raz pierwszy.

Zauważył. Uśmiechnęłam się przez łzy, fakt.

- Odruch. Niedługo się zobaczymy..

Starałam się już nie płakać, to nie ułatwiało sprawy. Chciałam się odsunąć, ale Harry wciąż trzymał mnie w objęciach.

- Dbaj o Kinie.

Musnął moje poliko i poluźnił uścisk.

- Chodź tu do mnie ślicznotko.

Chwycił moje dłonie Malik. Z uśmiechem przytuliłam się do niego, a on niespodziewanie wziął mnie na ręce i okręcił dookoła.

- Odwiedzimy was, zobaczysz.

Przycisnął usta do mojego czoła, oryginalny. Skinęłam głową, odsunęłam się od niego. Niall mrugał oczami patrząc na mnie. Widok płaczącego Nialla rozbroił mnie całkowicie, jak mogłam go zostawić? Sparaliżowanego, zrozpaczonego… Fala płaczu znowu mnie „zalała”. Przytuliłam go mocno przyciskając jego twarz do mojego polika.

- To, że kocham Asie, nie znaczy, że nie jesteś dla mnie ważna…. Kocham Cię Ania na swój sposób…

- Ja też, ja też Horan.

Pogłaskałam go po jego blond czuprynce. Podniosłam się.

- Pożegnałam się z wszystkimi…

Wyszeptałam do siebie… Perrie, Danielle i Asia przytuliły mnie zanim zabrałam się za chłopaków, przez co mogłam tak stwierdzić.

- Nieprawda.

Odwróciłam głowę, obok mnie stał zrozpaczony Louis.

- Lou, proszę Cię… to nie jest dla mnie łatwe..

- Kocham Cię i nigdzie Cię nie puszczę.

Powiedział stanowczo. Kątem oka dostrzegłam taksówkę. Zmarszczyłam brwi.

- To ja zadzwoniłam…

Usłyszałam głos Kini jakby z nutką… winy? Nie rozumiem.

- Pojedziemy do hotelu, weźmiemy rzeczy i… pojedziemy.

Łamiący głos Kini, ranił Harryego. Widziałam, jak opuszcza głowę zaciskając usta. Przytuliła jeszcze raz Hazze, po czym wsiadła do taksówki, od razu odwracając wzrok tak, żeby nie mogła nikogo widzieć. Przylgnęłam do Tomlinsona, muskając ustami jego szyję.

- Kocham Cię.

- Ja Ciebie też.

Odpowiedział mi zezłoszczony.

- Nie ma powodu, żeby się złościć Lou… zobaczymy się wkrótce.

Powiedziałam i wskoczyłam do taksówki.

- Zatrzymajcie ją! Przecież…

Słyszałam zdruzgotany głos Tomlinsona. Wtuliłam twarz w ramię Kini mając nadzieję, że to mi coś ułatwi. Pomyliłam się. Taksówka ruszyła, my ruszyłyśmy…

- Nie mogę tak.

Wyszeptałam podnosząc się i przez szybę spoglądając na chłopaków. Louis spoglądał na mnie nie płacząc, ale… było w nim coś takiego, że… mogło złamać serce. Opadłam na siedzenie. Kinia wciąż spoglądała przez szybę, ale w końcu również z westchnieniem odwróciła się. Do hotelu powędrowałyśmy jakby w transie, spakowałyśmy nasze rzeczy, wypisałyśmy się z hotelu i… wróciłyśmy do taksówki. Na lotnisko dojechałyśmy bardzo szybko. Tam nawet sobie długo nie postałyśmy, ponieważ samolot pojawił się po 10 minutach. Zajęłyśmy miejsca i… ruszyłyśmy. Jako, że byłam przy oknie spoglądałam na świat z góry. Nie czułam nic… świat dla mnie i Kingi nie będzie już taki sam… mamy już tylko siebie…Przytuliłam się do przyjaciółki, a ona objęła mnie.

Piątek, a więc… rozdział :) O kurde, myślałam, że dzisiaj się go nie doczekacie… jeszcze rano miałam gorączkę, teraz już jest okej.. o.O nie rozumiem tego, ale OKEJ. Ogólnie jutro przyjeżdża do mnie Ciocia, wujek oraz… ich wnuczka, 7-letnia Sandruuuuuusia! A ją ją tak kocham, że aż… WCALE -,- Boże, nie wiem jak wytrzymam z tym bachorem do niedzieli. Ciągle będzie „Ania, pobawmy się!”. A pieprz się. Może uratuje mnie Stylesowa, przynajmniej mam taką nadzieję.. w końcu.. od czego są przyjaciółki? XD hahah, rozdział dość smutny, ale spokojnie. Po burze wyjdzie słońce :) ! Buziaki.

Rozdział 35- HAZZA, WSZYSTKIEGO NAJ KOCIAKU! ♥

  • Napisane 1 lutego 2013 o 17:34

-Ania…

To było jego pierwsze słowo, a właściwie mruknięcie. Ledwo słyszalne, a mimo to dźwięczało mi w uszach jeszcze przez długi czas. Chwyciłam jego dłoń obiema dłońmi i ścisnęłam delikatnie. W oczach stanęły mi łzy.

- Jestem tu.

Uśmiechnęłam się.

-, Dlaczego płaczesz? Jest ze mną aż tak źle?…

Na jego twarzy pojawił się ironiczny uśmieszek. Roześmiałam się, jest zdrowy.

- Głuptasie, więc jak wszyscy się martwiliśmy o w… Ciebie?

Lou jednak jest mądry i nie dał się omamić. Od razu można było u niego zauważyć zmartwienie.

- Co z chłopakami?
- Spokojnie… wszyscy żyją, są w dobrym stanie tylko…

- Tylko?

- Niall jest poważnie poszarpany, ale… wyjdzie z tego, wierzymy w to.

Tommo zacisnął mocno powieki. Jego mięśnie napięły się, było to widać, ponieważ był bez koszulki. Chłopak nagle odwrócił głowę w prawą stronę, przez co mógł ujrzeć obok siebie Hazze, a za nim Nialla. Jęknął.

- Harry…

Jego serce przyspieszyło, co było widać na dializatorze. Zmartwiłam się.

- Lou… z Harrym wszystko okej, naprawdę.

- Na pewno?
Spojrzał na mnie szklanymi oczami. Był uroczy, kiedy tak martwił się o przyjaciół, ale teraz naprawdę nie było, o co. Niespodziewanie zmarszczył brwi i ścisnął mój nadgarstek.

- A co z Liamem i Zaynem?

- Liamowi nic się nie stało a Zayn z was wszystkich był najmniej poszkodowany, przez co jest na osobnej Sali. Wszystko okej.

Widać było, że mu ulżyło. Usłyszałam jakieś głosy, a już po chwili w sali pojawiła się Kinia wraz z Asią. Na widok przytomnego Lou zaraz podbiegły do łóżka i go ucałowały. Kini od razu poprawił się humor.

- Tommo! Jak się czujesz?

- Jak widać… cholerny pies.

Zacisnął usta. Wymieniłyśmy z dziewczynami smutne spojrzenia. Fakt… to wszystko przez psa. Kinia usiadła obok łóżka Hazzy, po czym chwyciła jego dłoń. Asia też od razu pojawiła się obok Nialla siadając na brzegu jego łóżka. Każda siedziała przy swoim, że tak powiem. Gadaliśmy tak wszyscy razem, a po 30 minutach na sale wkroczył lekarz, który się nimi zajmuję. Widząc, że Louis się obudził, uśmiechnął się.

- Wiadomo już, kto jest w najlepszym stanie. Pan Malik też niedawno się obudził.

- Co?!

Wykrzyknęłyśmy naraz z Asią i Kinią. Lou zaśmiał się cicho.Obie od razu wstałyśmy.

- Skarbie wybacz, muszę się z nim zobaczyć.

Pocałowałam Lou w poliko, a następnie razem z dziewczynami wybiegłyśmy z Sali i przeskoczyłyśmy, do Zayna.

- Malik!

Na nasz widok chłopak uśmiechnął się. Obok niego siedziała Perrie, która również się do nas uśmiechała. Podeszłam do niego i poczochrałam mu jego czarną czuprynkę.

- Ania! A.. zresztą i tak żel już dawno zszedł.. Perrie, kocie, masz lusterko?
Spojrzał na swoją dziewczynę. Ona za to zagryzła nerwowo wargę. Zayn westchnął. Ze śmiechem wyciągnęłam z torebki swoje i podałam mu. Przeglądał się w nim dobre 5 minut zanim je oddał.

- Wyglądam okropnie…

- Malik, zachowujesz się jak baba!

Wykrzyknęła rozbawiona Kinia.

- Wyglądasz jak zwykle cholernie seksownie i cholernie pięknie.

Perrie cmoknęła go w czoło. Patrzyłam na to wszystko z uśmiechem, byli naprawdę przesłodcy. Liam z Danielle wpadli do pokoju jak burza.

- Hazza się obudził!

Oznajmił nam w progu Payne. Z dziewczynami bez pożegnania pognałyśmy z powrotem do sali, gdzie był Hazza. Kinia wylądowała na łóżku tak, że jej głowa już znajdowała się na brzuchu Harryego. Chłopak jęknął z bólu. Od razu się podniosła.

- Jezu, przepraszam skarbie. Jak to dobrze, że się obudziłeś!

- Jeszcze tylko został mój Niall…

Zmartwiona Asia spojrzała na Nialla. Westchnęłam, był taki nieświadomy niczego… bałam się o niego strasznie. W następnych godzinach obudził się także Niall, który był najbardziej zdezorientowany. Nie wiedział gdzie jest, ani kim my jesteśmy. Byliśmy naprawdę przestraszeni. Jednak okazało się, że to tylko był taki początek, już po 2 godzinkach wszystkich sobie przypomniał a Asi od razu kazał go przytulić. Spędziliśmy cały dzień w szpitalu. Trudno nam było pożegnać się z chłopakami, a i oni nie byli zadowoleni. Harry mruczał, że nie będzie w stanie zasnąć bez Kini, Niall narzekał za to, że nie będzie kto miał go usypiać, Louisowi nie pasowało, że… cóż, to nie jest takie ważne (heheheh :D) a Zayn jako jedyny stwierdził, że powinniśmy wypocząć. Dzisiaj zrobiłyśmy sobie z dziewczynami taką a’la nockę. Wszystkie trzy spałyśmy u mnie w pokoju, łóżko było strasznie duże, więc się pomieściłyśmy. Perrie wraz z Danielle również zaprosiłyśmy, ale cóz, Perrie stwierdziła, że woli pobyć sama a Danielle chciała być z Liamem. Nazajutrz rano, kiedy słońce wdarło nam się przez zasłonki, Asia usiadła na łóżku i najszybciej z nas oprzytomniała.

- Dziewczyny! Chłopcy!

Nadal z Kinią spałyśmy, tyle, że z otwartymi oczami.

- Cholerne śpiochy! Yh… Kinia, Hazza czeka na Ciebie u siebie w pokoju w bokserkach. Anka, Louis powiedział, że kupił specjalne kajdanki.

Obie równocześnie poderwałyśmy się. Zdając sobie sprawę, z tego, że nas oszukała i, że oni są w szpitalu posłałyśmy jej wściekłe spojrzenie.

- HORANOWA! MASZ PRZERĄBANE!

Wykrzyknęłam i rzuciłam się na nią z poduszką, Kinia mi pomagała. Pośmiałyśmy się nawet trochę.

- Muszę mu powiedzieć o tych kajdankach.

Śmiałam się. Asia spojrzała na mnie przerażona.

- Spróbuj tylko! Weźmie mnie za jakąś…

- Zboczoną?
- Popieprzoną?

- Psychiczną?
Podsuwałyśmy jej z Kinią pomysły. Tym razem to my dostałyśmy od nią poduszką.

- To ja was tu chciałem budzić, a wy już obudzone. Koszule nocne? Kurczę dziewczyny, gdybym tak bardzo nie kochał Dan to…

Payne rzucił się obok nas na łóżko. Był w samych spodniach, klatę miał gołą.

- To co?

Jako najodważniejsza z naszej trójki, w żartach usiadłam na nim okrakiem. Liam nawet nie był zaskoczony. Podniósł się i już po chwili to on leżał na mnie.

- Bo Cię zaraz pocałuję!

Krzyknęłam śmiejąc się.

- Louis nie był by zadowolony.

- A Danielle tak?

- Pf!

Przeturlał się obok mnie. Roześmiałam się. Dziewczyny przyglądały się temu zajściu zdziwione, chyba nie odważyłyby się na taki gest, co do chłopaków, nie licząc tych… ich chłopaków. Może Kinia… Aśka na pewno nie.

- Dobra, trzeba się ubierać.

Ja, Kinia i Asia wywlokłyśmy się z łóżka. Dziewczyny już wczoraj wzięły ze swoich pokoi ciuchy na dzisiaj, także nie musiały wychodzić. Ja już chwyciłam skrawki koszuli i miałam ją ściągnąć, kiedy poczułam szturchnięcie. Spojrzałam zdziwiona na Asie.

- Liam tu jest!

- I co w związku z tym? Jakby nie widział mnie w stroju kąpielowym! Co za różnica czy strój czy bielizna?

- Właśnie?

Wyszczerzył się do Asi Liam. Wybuchnęliśmy śmiechem. Ściągnęłam koszulę a zaraz po mnie z ociąganiem Kinia razem z Aśką. Liam szczerzył się jak głupi.

- Payne… czy Ty nie musisz się czasem ubrać?

Uśmiechnęłam się do niego sarkastycznie, mając już ubrane spodnie. Chłopak tylko prychnął udając foch, po czym wyszedł z pokoju. Puściłam do dziewczyn oczko. Miało się ten dar przekonywania.

- … And always little things…

Nuciła sobie pod nosem Kinia. Zawtórowałam jej solówką Louisa. Po godzince byłyśmy ubrane, umalowane, uczesane, ogarnięte, przygotowane.

W szpitali znaleźliśmy się dość szybko. Czekała nas miła niespodzianka. Lekarz powiedział, że nie mają, po co trzymać tu chłopców, równie dobrze mogą tak leżeć w domu. Szybko jednak pozbyliśmy się dobrego humoru. Lekarz miał w zanadrzu jeszcze jedną informację.

- Pan Horan… on nie czuję swoich nóg, ma je bezwładne. Nie wiadomo czy… odzyska sprawność.

Opadła mi szczęka, dosłownie.

-, Co Pan gada?! Pan się pomylił!
Wykrzyknęłam czując jak łzy zbierają mi się w oczach. Poczułam uścisk dłoni Liama na ramieniu. Oddychałam głęboko, spojrzałam na Asie. Nawet nie płakała, była w totalnym szoku. Odrętwieniu. Kinia mocno ją przytuliła, sama będąc rozstrzęsiona. Wszyscy weszliśmy na sale chłopców, oprócz Perrie, które poszła do Zayna. Przywitaliśmy się z nimi. Niall faktycznie musiał być wieziony na wózku, Harry również, ponieważ jak powiedział lekarz, przez krótki czas nie będzie miał siły w nogach. Louis mógł iść, ale ciągle się skarżył, że nie czuję rąk. Powtórzyłam mu słowa lekarza. Z Zaynem za to było okej, jak najbardziej okej. Po chwili znajdowaliśmy się w dużym samochodzie Liama, specjalnie taki wziął. Był niczym bus, ale nie dosłownie. W samochodzie panowała cisza podczas jazdy. Ja przytulałam Louisa, Kinia Hazze, Asia Nialla, Perrie Zayna a… haha, Danielle nie mogła przytulać Liama, ponieważ ten prowadził.

Kiedy już wszyscy w hotelu, znaleźli się w swoich pokojach byliśmy spokojni. Lou od tej pory spał u mnie, nie było sensu aby był sam w tym swoim pokoju. Leżałam obok niego wieczorem, już po prysznicu, umyciu go… to nawet było fajne, znowu czułam jego ciało. Co prawda były komplikacje, kiedy to Lou zbyt mocno się zaangażował, ale zdołałam ostudzić jego zapał. Powinien wypoczywać. Przytulona do jego nagiej klaty uśmiechnęłam się.

- Jakoś to będzie…

- Martwię się o Nialla.

Powiedział smutnym głosem.

- A myślisz, że ja nie? Nie wyobrażam go sobie na wózku.

Powstrzymałam płacz. Leżeliśmy tak, dopóki nie zasnęliśmy. Ranek wyglądał zupełnie inaczej niż dotychczas.

 

Przepraszam was, za trochę nieogarnięty rozdział, nie mam weny no, ale… w piątek zawsze piszę, więc dzisiaj nie mogło być inaczej. Mam nadzieję, że jednak mi JAKOŚ wyszedł. Z babcią jest w porządku! J nie macie pojęcia jak się cieszę. Co tam u was? Mi skończyły się ferie -,- grrrrr. Kurczę, urodziny Hazzy dzisiaj! I tak tego nie zobaczysz, a nawet jak zobaczysz to nie zrozumiesz, ALE, i tak Ci życzę Styles wszystkiego najlepszego, bo na to zasługujesz… zdróweczka! Szczęścia! Miłości! I żebyś trafił na taką dziewczynę, która będzie Ciebie warta, nie jakaś tam Taylor… Br, aż mnie ciary przechodzą na myśl o niej. Jesteś wspaniały, seksowny, kochany, taki.. MRRR <3 dużo kotów, seksu iii… ogólnie, przyjemnego!:D a wy, co? Zrobiłyście dzisiaj, co trzeba było zrobić?;> Przyznawać się, na nadgarstku było „Hazza”? Marynarka? Wielbienie kotów? Aj!:D


  • RSS