Przeglądasz archiwum Maj, 2013 .
Wyświetlam 1 - 3 z 3 notek

Rozdział 48.

  • Napisane 24 maja 2013 o 13:42

-, Co wy tu robicie?

Odezwała się zdziwiona Lena. Wszyscy chłopcy, oprócz Nialla spojrzeli na dziewczyne dosyć złośliwie. Nie mogłam ukryć wzruszenia, bo nawet takie zwykłe pytanie z nutką pretensji czy zdziwienia, skierowane do nas zezłościło chłopaków i wprowadziło ich w stan „nie masz prawa obrazić nawet jednym słowem naszych dziewczyn i przyjaciółek”. No, ale właśnie…, dlaczego Horan nie zareagował? Dziwne. Usłyszałam jak Asia odpowiada dziewczynie.

-, Co my tu robimy? Mamy tu swoich chłopaków i przyjaciół. Raczej, co Ty tu robisz?

Niall w tym momencie dał znać zdziwionej Aśce, aby zeszła z jego kolan. Wstał i stanął obok Leny, która widząc to również wstała.

- Chciałbym wam przedstawić moją kuzynkę. Poznajcie się.

Dosłownie wszystkim szczęka opadła w dół. Nam- dziewczynom, to chyba jasne, z jakiego powodu a chłopcom… zgaduję, że nasz blondasek nie wspomniał im o niej ani słowem.

- Masz kuzynkę, która jest Polką?! Czemu nam nic nie powiedziałeś?!

Prawie, że wykrzyknął Zayn. Nialler wydał się zdziwiony tym całym zbulwersowaniem.

- Przecież to nic takiego, przecież nie muszą wam opowiadać o każdych członkach mojej rozdziny. Wyluzujcie.

- Fakt. Nie ma, co się denerwować. Trzeba to na spokojnie przemyśleć.

Powiedział Liam. Bo któżby inny przedstawił nam taki „werdykt”. Stwierdziłam, że jako najbardziej wygadana muszę coś powiedzieć.

- My już się poznałyśmy. Prawda Lena?

Z przyjaznym uśmiechem podeszłam do niej i wyciągnęłam w jej stronę rękę. Widać,że dziewczyna czuła się zakłopotana.

- Jestem Ania. Dziewczyny…

Spojrzałam na nie wymownie. Aśka od razu wstała i podeszła do nas, ale Kinia trochę się wahała. W końcu z westchnieniem wygramoliła się z ramion Harryego i stanęła obok nas, podając Lenie dłoń.

- Kinga.

- Lena.

Odpowiedziała jej z uśmiechem. Mogłabym przysiąc, że był to zalotny uśmieszek. Zachciało mi się śmiać. Widać było, że moja przyjaciółka najchętniej by stąd uciekła. Za to kuzynka Nialla, a nasza nowa koleżanka miała minę, jakby była w „siódmym niebie”. Asia przedstawiając się, rozpoczęła po chwili pogawędkę z dziewczyną. Docenił to jej chłopak, który również wciągnął się w konwersacje. Nasza pozostała siódemka rozsiadła się na kanapie i spoglądała po sobie nie wiedząc, co robić. Nagle Louis wstał, chwycił mnie za rękę i dał mi znak ruchem głowy, żebyśmy poszli do naszego pokoju. Zgodziłam się bez wahania, zauważając kątem oka, że to samo robią Kinia z Harrym. Kiedy już znaleźliśmy się na łóżku (siedzieliśmy na nim zboczeńcy?), Mój chłopak rozłożył się i roześmiał tym swoim uroczym śmiechem. Położyłam się obok niego kładąc głowę oraz jedną dłoń na jego torsie.

-, Kto by przypuszczał, że spokojny pobyt w Polsce przyniesie tyle niespodzianek.

Powiedział cicho gładząc mnie po plecach. Przymknęłam oczy nagle sobie coś uświadamiając.

- Kończą się ferie… zostało…

W tej chwili poczułam jego palec na swoich ustach.

- Ciii. Nie ważne. Cieszmy się tymi 3 dniami.

Jęknęłam podnosząc się i opadając na poduszkę.

- Nie przeżyje kolejnego rozstania z Tobą… z Wami.

Wyznałam szczerze.

- Poradzisz sobie… masz Kube…

Moja oczy zwęziły się w szparki a usta zacisnęły w kreskę. Podniosłam się na łokciu spoglądając wyzywająco na Tomlinsona.

- Odpuścisz sobie w końcu?! Nie masz pojęcia, jak strasznie denerwujesz mnie tymi docinkami.

Usiadłam po turecku na łóżku, tak, że on widział jedynie moje plecy.

- Po prostu jestem zazdrosny.

Wiedziałam o tym, jednak słysząc to prosto z ust Louisa poczułam jeszcze większy ból pomieszany z radością.

- Nie masz, o co. Nikt nie kocha nikogo tak bardzo, jak ja Ciebie.

Szepnęłam. Poczułam jak Tommo mnie obejmuje tak, że już po minutce opierałam głowę o jego ramię i czułam jego puls.

- Nie wyobrażam sobie Ciebie stracić. Nie wiesz, jak bardzo to wszystko we mnie bulgocze jak widzę Ciebie z nim.

Syknął. Wzruszyłam się.

- Jesteś strasznie… straaaaaasznie głupi.

Położyłam swoje dłonie na jego polikach i namiętnie go pocałowałam. Oczywiście otrzymałam odpowiedź. Jego dłoń już wślizgiwała się pod moją bluzkę, a ja się poddałam.

- Mmmm…

Jęknęłam czując pierwsze dreszcze.

OCZAMI KINI

-, Czemu jesteś taka uparta? Fajna dziewczyna.

Mój chłopak, Harry wciąż nie wiedział, dlaczego jestem tak zdenerwowana. Nie miał pojęcia, co czuję. To było prawie pewne, że podobam się Lenie. Nie było to zbyt zadawalające, szczególnie, że nie jestem lesbijką. Nagle usłyszałam pukanie. Odwróciłam się energicznie, a w drzwiach stanęła Lena.

- Emm.. Wybieramy się na basen, idziecie? Wszyscy już są przygotowani, to znaczy… Ania z Louisem się jeszcze szykują.

- Muszą się ogarnąć po seksie.

Poinformował nas Zayn i wyszedł z mieszkania. Hazza roześmiał się.

- Pasują do siebie idealni…oboje są tacy niewyżyci… Louis czekał na taką dziewczyne całe życie.

Teraz już śmiał się na całego. Wczułam się i również po chwili można było słyszeć mój chichot. Zakłopotana Lena miała zamiar coś powiedzieć, ale widząc nasz napad śmiechu spuściła wzrok i wycofała się.

- Anka zwariuje bez seksu, jak pojedziecie.

Powiedziałam przez śmiech. Ostatnie chwile śmiechu.

- Ta.. Louis też.

Wymamrotał Harry przybierając przygnębioną minę. Już mieliśmy opaść na poduszki, ale oczywiście do pokoju wgramolił nam się Louis z poczochranymi włosami.

- Ruchy!

Westchnęliśmy.  Spakowaliśmy się i ruszyliśmy na basen…

DZIEŃ NASTĘPNY.

Obudziłam się i od razu przybrałam postać myszki. Chodziło o to, że wstałam najciszej jak mogłam i cichutko wyszłam z pokoju zamykając za sobą starannie drzwi. Słyszałam, jak w innych pokojach słychać już głosy moich przyjaciół. A na kanapie… spała Lena. Odruchowo spojrzałam na siebie spuszczając wzrok. Miałam cieniutką koszule, najchętniej wróciłabym z powrotem do pokoju, ale nie było już wyjścia. Musiałam przejść obok niej. Tak jak przypuszczałam, obudziłam ją.

-Cześć.

Uśmiechnęłam się sztucznie nie przestając iść do łazienki. Czułam na sobie jej wzrok.

- Cześć Kinia. Czemu tak wcześnie wstałaś? A reszta? Słyszę wszystkich.

- Dzisiaj urodziny Harryego. Trzeba zrobić niespodziankę.

Widocznie była zdezorientowana.

- Nikt mi nic nie powiedział. To ja muszę się ubrać…

Powstrzymałam się od uniesienia brwi jak wstała i miała na sobie jedynie bielizne. W tej chwili otworzyły się drzwi od pokoju Anki i Louisa. Wyszedł Lou. Na widok Leny zrobił to, od czego ja się powstrzymałam. Tak, uniósł brwi. Anka dosłownie wepchnęła go do pokoju i zamknęła drzwi.

- Może byś się ubrała?

Cała ona. A co się będzie pieprzyć. Louis jest tylko jej. Lena jednak była zakłopotana.

- Przepraszam… nie mam ze sobą żadnej stosownej piżamy… nie chciałam.. To znaczy…

- Nie odzywaj się. Cholera, spałabyś nago i też byłoby dobrze?! Trochę kultury dziewczyno. Nie jesteś tu ze swoją dziewczyną, tylko z obcymi ludźmi. Nie licząc Nialla, ale jemu na pewno też by się nie spodobało.

Wygarnęła Anka i wróciła do pokoju. Ta to ma wygadane. Chociaż przyznam, miała racje. Zostawiając zdezorientowaną dziewczyne samą, weszłam do łazienki. Miałam już naszykowane ciuchy na dzisiaj, więc szybko się ogarnęłam. Po mnie wszyscy wchodzili po kolei, podczas gdy Hazza słodko spał. Wszystko szło według planu. Po 10 minutach każdy był ubrany i przygotowany. Niall z Aśką szykowali stół, przy najbliższej okazji ocierając się o siebie i dawając buziaki. Anka z Louisem wieszali balony. Wiadomo jak to wyglądało…, gdy tylko Anka stanęła na krześle, Lou już gapił się na jej tyłek. Ona o tym wiedziała i nie protestowała. Zaśmiałam się cicho. Ja za to wszystkiego pilnowałam. W końcu to mój chłopak. Lena wraz z Liamem i Zaynem kontrolowali „głośność” naszych przygotowań. Jakby ktoś, co za głośno robił, natychmiast zwracali mu uwagę. A Liam przy okazji sprawdzał, czy aby przypadkiem Styles się nie obudził.

Wszystko przygotowane. Można budzić naszego Loczka. Asia z szerokim uśmiechem na twarzy chwyciła jeden balon i szpilkę, po czym z rozmachem przedziurawiła go. BUM. No, taki hałas powinien wystarczyć. A Liam od razu dał nam znak, że Harry się budzi. Wszyscy stanęli na stanowiskach.

- Ja pierdziele.. co to za hałasy..

Harold przynajmniej miał tyle kultury, że założył spodnie. Ale ciągle był bez koszulki. Miałam ochotę wepchnąć go do pokoju, tak jak zrobiła Anka z Lou i kazać mu wybrać jakąś koszulkę. Za późno.

- NIESPODZIANKA STARUSZKU!

Wszyscy jednocześnie krzyknęli.

OCZAMI ANI

Obserwując jak każdy podchodzi do Hazzy i składa mu życzenia przyglądałam się Lenie. Ciągle gapiła się na Kinie. Zakochała się chyba w niej po uszy. Nie miałam jednak czasu nad tym myśleć, ponieważ ani się obejrzałam a już stałam przed Harrym.

- Wszystkiego najlepszego Ty dorosły lokersie… zdrówka, szczęścia, jak najczęściej seksu i ten… no wiesz no. Najlepszego misiek.

Przytuliłam go mocno a on mnie objął i aż podniósł do góry.

- Dzięki słonko.

Z tym swoim szerokim uśmiechem wziął ode mnie prezent, dał buziaka i zabrał się za słuchanie następnych życzeń. Hę? Niby, dlaczego Lena idzie z Kinią na zewnątrz? O co tu chodzi? Po cichutku poszłam za nimi.

 

NO SIEMKA. :D Rozdział trochę taki nieogarnięty, ale musiałam to wszystko zmieścić w jednym rozdziale aby potem zabrać się już do ciekawszych i ważniejszych rzeczy do opisywania. XD Na początku chciałam powiedzieć, jako, że zapomniałam o tym wspomnieć w „dodatku ode mnie” przy poprzednim rozdziale, że… pomysł z wciągnięciem w tą historie lesbijki-Leny był pomysłem naszej Diany. ZA CO BARDZO JEJ JESZCZE RAZ DZIĘKUJĘ, BO TO BYŁ GENIALNY POMYSŁ. :* tak poza tym.. nie byłam dzisiaj w szkole i miałam okazje poleżeć sobie w łóżeczku <3 co jeszcze.. wiecie, że najprawdopodobniej dostane na dzień dziecka pościel z 1D? *___* nie macie pojęcia jak się jaram. będę w nocy ją przytulać i całować jak jakaś świruska, hahahah XD następny rozdział niedługo.. nie jestem w stanie wam powiedzieć kiedy dokładnie. To zależy od mojej weny. c: pozdrawiam was cieplutko. :*

Rozdział 47.

  • Napisane 13 maja 2013 o 17:59

- Lo…uis! ZWOLNIJ IDIOTO!

Siedziałam w samochodzie wraz z Kingą i Asią. No tak, nie zapomnijmy tu o Tomlinsonie, który jak zwykle miał w dupie to, że zaraz może zatrzymać nas policja za jeżdżenie 200 km/h. Tu nawet nie chodziło o policje, ale my ledwo, co mogłyśmy się odezwać, bo jak próbowałyśmy wiatr wlatywał nam do ust i się krztusiłyśmy. Cholerny samochód bez dachu.

- Ale po co?

Za to mój chłopak nie miał żadnych zahamowań. Dla niego to było wręcz za wolno. Zrobił dla nas wyjątek… łaskawca się znalazł.

-, Bo zaraz nam łeb ten wiatr oderwie!

Wykrzyknęła jednym tchem Aśka. Przytaknęłyśmy jej zdenerwowane. Tommo westchnął zirytowany i niechętnie zwolnił. Nie mogłyśmy być zachwycone, bo z 200 zjechał, do 160, ale chociaż coś. Jaka była nasza ulga, gdy w końcu dojechaliśmy pod centrum handlowe. Jak tylko wysiadłam poczułam, że zaraz upadnę. Kinia przytrzymała mnie w ostatniej chwili.

- Za chwilę wiózłbyś swoją dziewczynę do szpitala geniuszu.

Spojrzała na niego wkurzona. Lou spojrzał na mnie zaniepokojony, ale nie byłby sobą, gdyby na tym zaprzestał.

- Może leżałaby w jednej sali z Kubusiem. Zapewne byłaby zachwycona.

Nie wytrzymałam. Warknęłam i ciągnąć za rękę moje przyjaciółki wręcz wepchnęłam je do budynku, a następnie weszłam za nimi nawet nie oglądając się za siebie.

- Ta jego zazdrość mnie kiedyś wykończy. Trafię do psycholów, gwarantuję wam to.

- Mówisz, jakbyśmy nie wiedziały, o co chodzi.

Skrzywiła się Aśka, zerkając porozumiewawczo na mnie i Kinie. Skinęłyśmy jednocześnie głowami. Przystanęłam nagle, niespodziewanie.

-, Co jest?
Zapytała zdziwiona moim zahamowaniem Kinia.

- Zapomniałam przypomnieć Louisowi, że jutro są urodziny Hazzy. Myślicie, że pamięta?

- Żartujesz? Przecież oni są ze sobą najbliżej, zdziwiłabym się gdyby zapomniał.

Uspokoiła mnie moja przyjaciółka.

- Może faktycznie masz rację..

Mruknęłam wlokąc się za nimi. Asia patrzyła szklanymi oczami na sukienkę, która wisiała na manekinie w H&M.

- Śliczna jest… leżałaby na tobie idealnie.

Uśmiechnęłam się do zachwyconej dziewczyny. Nie mówiąc nic, wbiegła do sklepu i od razu zatrzymała jedną z pracujących tam Pań, pytając się o sukienkę. W tym czasie ja z Kinią przeglądałyśmy torebki z nowej kolekcji Louisa Vuittona.

- Zobacz, jaka śliczna!

Chwyciłam torebkę i pokazałam ją przyjaciółce. Spojrzała na nią krytycznym wzrokiem. Wywróciłam oczami.

- Ojj wiem, ten kolor jest beznadziejny, ale tu piszę, że jest jeszcze biała z czarnymi wzorkami. Wyobrażasz ją sobie?
Dziewczyna przez chwilę przybrała myślącą minę, a po chwili uśmiechnęła się szeroko.

- Fakt. Idealna.

Przyznała mi rację. Spojrzałam na cenę.

- Zobacz, jaka tania.

- Haha, no 1065, 17 zł. Faktycznie tania.

- Oj przestań, już nie jesteśmy takimi biedaczkami. Nasi partnerzy robią swoje.

Roześmiały się obie. Chłopcy chcieli dla nas jak najlepiej, przez co my byłyśmy ubrane w najlepsze ciuchy, najlepszych projektantów.

- Co was tak rozbawiło?
Zaskoczyła nas Asia ubrana w sukienkę. Otarłyśmy łzy spowodowane śmiechem i zerknęłyśmy na nią zszokowane.

- Ja pierdole.

Skwitowałam krótko. Sukienka, w którą była ubrana Asia leżała na niej idealnie.

- Wyglądasz mega seksownie.

Dodała Kinia bardziej konkretną wypowiedź. Nasza przyjaciółka o dziwo była tego samego zdania. Stała naprzeciwko nas z szerokim uśmiechem i nawijała sobie na palec włosy. Do przechodzących obok niej chłopców robiła seksowne miny. Roześmiane chwyciłyśmy ją pod ramię i podeszłyśmy do kasy.

- Czy nasza przyjaciółka mogłaby wyjść w tej sukience?

- Oczywiście. Niech tylko zapłaci, a sprawa załatwiona.

Wniebowzięta Asia wyciągnęła kartę i podała ją kasjerce. Ta szybko wpłaciła z niej konkretną kwotę i sprawa była załatwiona.

- Po raz pierwszy czuję, że wyglądam niesamowicie.

Pisnęła nasza Horanowa.

- Nie żeby coś, ale ja już widzę Nialla jak cię zobaczy.

Puściła do niej oczko Kinia.

- A ja Kamila.

Wyszczerzyłam się do nich wiedząc, że zdenerwuję to Asie. Po chwili dostałam od niej porcję łaskotek. Śmiałam się jak głupia na środku sklepu, co pewnie wyglądało dość dziwne. Co mi tam.

- Było warto.

Powiedziałam stanowczo a potem… znowu się śmiałyśmy. Zakupy w galerii minęły idealnie. Ja kupiłam swoją torebkę, Asia chodziła jak modelka po sklepach a my z Kinią tylko uprzedzałyśmy wszystkich chłopców, ruchających ją wzrokiem, że ma chłopaka. A propos Kini… ona też skorzystała z zakupów. Kupiła sobie śliczne dżinsy, gdzie na całej ich długości było napisane „1D”. Po namyśle i my z Asią je sobie kupiłyśmy. Pozostała tylko kwestia prezentu dla Harryego. Tu był problem.

- Jesteś jego dziewczyną. Na pewno wiesz, co lubi.

Zwróciła się do Stylesowej, Asia. Ta westchnęła.

- No, co…koty, marynarki, obcisłe spodnie, bokserki zresztą też…

W tym momencie wybuchnęłyśmy śmiechem. Koniec, końców każda z nas kupiła mu, co innego. A Kinia miała dla niego dodatkowy w postaci nocy poza hotelem. Wszystko już zaplanowała.

- Zastanawia mnie tylko, czemu poza hotelem.

Zamyśliła się Asia.

- No jak to? Żeby się mogli drzeć do woli.

Odparowałam odruchowo. Mimo, że dostałam kolejną porcję łaskotek, oraz jak to od Kini- lekkiego Plaskacza, znowu mogłam powiedzieć, że BYŁO WARTO. Wychodziłyśmy już z galerii, kiedy nagle wpadły na nas dwie dziewczyny.

- Patrzcie jak idziecie!

Wkurzyłam się. Szybko zrozumiałam, że to nie są koleżanki. Z czego to wywnioskowałam? Z ich splecionych dłoni. Po raz pierwszy spotkałam lesbijki.

- Przepraszamy. Zagadałyśmy się.

Zachichotała jedna. Druga spoglądała na Kinie uśmiechając się. Moja przyjaciółka zakłopotana odwróciła wzrok. Chyba też zrozumiała, jaką one mają orientację.

- Idziemy Lena, chodź. Przepraszamy jeszcze raz.

Odezwała się ponownie dziewczyna. Głos zapatrzonej Leny (jak się dowiedziałyśmy) niedane było nam poznać. Jednak, kiedy nas wyminęły ona odwróciła się, przeleciała po nas wzrokiem i ponownie zatrzymała go na Kindze.

- Jezus. Idziemy.

Pociągnęła nas za ręce. Nie mogłyśmy ze śmiechu.

- Ojej, chyba się komuś spodobałaś Kiniuś.

Przedrzeźniała się z nią Asia.

- Odpieprzcie się kurde! Nie moja wina, że nie jestem pociągająca tylko i wyłącznie dla chłopaków! Taa.. a propo chłopaków.

W naszą stronę zmierzało trzech wysokich, przystojnych kolesi.

- Cześć piękności.

Przywitali nas. Stałyśmy patrząc im prosto w oczy, w razie, czego, gdyby myśleli, że jesteśmy jakimiś niewinnymi dziewczynkami, które łatwo można zwieść.

- „Piękności” to se możesz mówić do swojej partnerki.

Powiedziała Asia uśmiechając się do niego bezczelnie. Ten tylko na dodatek zlustrował ją wzrokiem, zatrzymując się na jej dekolcie. Typ chama, nie ma, co. Nie mogłam wytrzymać.

- Cholera, jak macie ciasno w spodniach, to idźcie do jakiś dziwek a nie zatrzymujecie nas. To nie ta droga.

Moje przyjaciółki odwróciły wzrok i dusiły w sobie śmiech. Taak, zapewne znowu pomyślały, jaka to ja jestem bezpośrednia. Owszem, byłam. Nasi „gentelmani” jednak nie mieli zamiaru się odczepić.

- Po co się tak denerwować? Usiądziemy, pogadamy.

- Nie mamy zamiaru z wami gadać. Za wysokie progi na wasze nogi.

Uśmiechnęła się słodko Kinia. Byłam z moich przyjaciółek dumna, za te odważne teksty. Jeden z nich, który cały czas się na mnie gapił chwycił mocno moją dłoń i pociągnął w swoją stronę. Spanikowana a jednocześnie wściekła wzięłam rozmach i uderzyłam go długaśną i ostrą szpilą w krocze. Gościu skulił się. Roześmiałam się w głos. Byłam dobra, nie ma co. Pozostała dwójka jednak nie dostrzegła zagrożenia i zaczęła dobierać się do Kingi i Aśki. Po raz pierwszy zaczęłam się martwić, szczególnie, że moja ofiara zaczęła wstawać. Co ja gadam, znowu się do mnie dobierała. Uderzyłam go pięścią w poliko. Chłopak upadł na chodnik, a zaraz jego kumple. Lol? Tak dobrze uderzyłam? Zaraz potem dostrzegłam Tomlinsona, z zaciśniętymi pięściami, który już po chwili rzucił się na nich wszystkich okładając ich pięściami. Krzyknęłam.

- Lou! Zostaw! Ich jest 3!

Czułam, że oczy robią mi się szklane. Kinga i Aśka zachowując trzeźwy umysł zaczęły go odciągać.

- Louis! Proszę, zostaw ich!

- Pierdoleni zboczeńcy! Do bezbronnych dziewczyn?! Powinienem wam jaja obciąć!

W tej chwili zdałam sobie sprawę z tego, że on nie jest zagrożony. Że to z nimi może być źle. Mój chłopak miał siłę w rękach, i nawet z trzema kolesiami był w stanie sobie poradzić, kiedy był w furii.

- … Jak jeszcze raz zobaczę, że obmacujecie moją dziewczynę albo te dwie to was matka nie pozna! Wypierdalajcie stąd, zanim was zabiję!
Przełknęłam ślinę, bo był w takim stanie, że faktycznie mógł to zrobić. Trójka idiotów, wstała spanikowana i zwiała. Zerknęłam na Louisa. Moja przyjaciółki odsunęły się wiedząc, że w takiej chwili tylko ja jestem w stanie go uspokoić. Przytuliłam się do jego ramienia i delikatnie głaskałam go po drżących rękach.

- Oni nic nam nie zrobili… już spokojnie…

Stanęłam naprzeciwko niego obejmując moimi dłońmi, jego twarz. Chłopak na mnie spojrzał.

- Gdyby on coś Ci zrobił.. Gdyby Tobie… zabiłbym go. Z zimną krwią.

-, Ale nic mi nie zrobił. Jest dobrze mój bohaterze.

Przytuliłam się do niego mocno a on objął mnie niczym dziecko, szukające wsparcia u matki. Przycisnął mnie do siebie tak mocno, że aż poczułam ból. Ale to było nieważne, bo już po chwili z taką samą siłą przylgnął do moich ust. Odpadłam całkowicie. Kiedy już się ode mnie odsunął, spojrzał na dziewczyny.

- Wszystko okej?

U obu dziewczyn położył dłonie na polikach i przytulił je. Nawet nie mogłam być zazdrosna, to było słodkie, jak bardzo mu na nich zależało. Dziewczyny skinęły głowami, chociaż było widać, że najchętniej uciekłyby i pognały do swoich chłopaków. Potrzebowały teraz ciepła.

- A tak poza tym… śliczna sukienka Asiu.

Mrugnął do niej, a ona się roześmiała. Jadąc z powrotem do hotelu w samochodzie była cisza. Zauważyłam, że chłopakowi, co jakiś czas zadrgała szczęka, a pięści zamykały się. Zgadywałam, że wtedy przypominał sobie te chwile. Nie chciałam, żeby tak cierpiał.

W naszym pokoju chłopcy spokojnie oglądali sobie telewizor. Niall i Harry strasznie się zdziwili, gdy dziewczyna wskoczyły im na kolana i mocno do nich przylgnęły, ale nie mogłabym stwierdzić, że im to nie pasowało. Horan szybko zdał sobie sprawę, z nowej sukienki Asi.

- O shit… jesteś normalnie najseksowniejszą kobietą na ziemi kotku.

Jeszcze raz ją pocałował, a wszyscy patrzyliśmy na nich z uśmiechem. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że razem z chłopcami siedzi jeszcze jedna osoba. Lena. Tak, ta Lena, co wpadła na nas ze swoją przyjaciółką, i która tak namolnie wpatrywała się w Kinie.

CZEŚĆ SŁONECZKA! :D witam was nowiutkim rozdziałem. Cóż, mam nadzieję, że się spodobał. Starałam się. Co sądzicie o Lenie? A co z Louisem, Harrym, Niallem i ich zazdrością? Jak to się skończy? O loooool, to brzmi jak jakaś zapowiedź filmu… dzisiaj coś mam poetycką wenę, wybaczcie :D Jak wam minął dzień kochane? Mi przymułowo, chociaż nieźle. Do 15:20 w szkole zawsze spoko. Hmm.. zbieracie na koncert 1D? ja mam tylko 400 zł :c pochwalcie się swoją sumką! :D kończę. może napiszę jakiś imagin +18.. chciałybyście, żebym go potem tu wstawiła? komentujcie laseczki ♥

Rozdział 46.

  • Napisane 7 maja 2013 o 17:03

Po wyjściu z hotelu od razu wpadliśmy z impetem do jednej z taksówek, które stały na parkingu. Były to rzecz jasna taksówki specjalnie przeznaczone dla klientów hotelu, aby jeszcze bardziej ułatwić im życie. Nie miałam wtedy czasu o tym myśleć, ale przez głowę przeleciała mi myśl, że to naprawdę przydatne.

- Do szpitala w Milkowie prosimy.

Usłyszałam zniecierpliwiony głos Kingi. Nie trzeba było dokładnie opisywać, którego szpitala, ponieważ był on tylko jeden w tej miejscowości. Taksówka ruszyła, a żadne z nas się nie odzywało. Kuba może i nieraz potrafił doprowadzić człowieka do szału, ale jednak był to nasz przyjaciół, a już w szczególności mój i Kamila przyjaciel. Martwiliśmy się o niego, tak jakby należał do naszej rodziny. W sumie, tak czułam. Droga, którą przebyliśmy ciągnęła się niesamowicie, miałam wrażenie, że przejechaliśmy już setki kilometrów, a tak naprawdę nie byliśmy jeszcze w połowie.

Nareszcie dotarliśmy na miejsce. Kamil zapłacił taksówkarzowi, a ja, Kinia i Aśka od razu popędziłyśmy do szpitala słysząc za nami tupot Kamila, który raczej również biegł. W środku przystanęliśmy zdezorientowani. Co teraz? Kogo się pytać? Co robić? Na szczęście Aśka była nieco zorientowana w „szpitalnych” sprawach i od razu ruszyła do recepcji. Miła Pani poinformowała nas, że Pan Jakub Laskowiak leży w Sali numer10, awidząc nasze miny (bo rzecz jasna ta informacja niewiele nam dała) dodała, gdzie owa sala się znajduję. Rzuciliśmy tylko szybkie „dziękuję” i popędziliśmy we wskazanym kierunku. Przed wejściem do sali stał jeden z lekarzy. Widząc nas zagrodził nam drogę.

- Państwo są z rodziny?

- Nie, ale jesteśmy bardzo bliskimi przyjaciółmi.

- Hmm.. to dziwne…

- My musimy do niego wejść, prosimy!

Nie ustępowałam. Lekarz potrząsnął głowę, jakby dopiero co obudził się z transu.

- Tak, oczywiście możecie Państwo wejść. Mówiąc „dziwne” miałem na myśli to, że nie pojawiła się jeszcze rodzina pana Jakuba.

Zdałam sobie sprawę z tego, że lekarz ma rację. Dostałam olśnienia.

- Kamil, wiesz jak ja Cię lubię prawda? Pogadasz sobie jeszcze z Kubą, zadzwoń teraz do jego rodziców okej? Może oni nie wiedzą…

- … Nie, to niemożliwe. Rodzina została poinformowana, jako pierwsza.

Wtrącił lekarz. Kuba i tak wyciągnął komórkę z zamiarem zadzwonienia do jego rodziców. Zdezorientowane przez chwilę spoglądałyśmy po sobie, aż w końcu wzdychając jednocześnie, weszłyśmy do sali. Kuba leżał na łóżku przy oknie. Był prawie, że cały obandażowany.

- Kuba! Ty idioto!

Wykrzyknęłam z oskarżycielską miną.

- Jesteś najbardziej bezmyślnym chłopakiem, jakiego znam!
Aśka mówiąc to, pomagała sobie ręką machając nią z wojowniczą miną.

- Jak tylko stąd wstaniesz dostaniesz tak w dupę, że się nie ogarniesz!

„Kropkę nad i” musiała postawić Kinia. Stojąc tak z wściekłymi minami spoglądałyśmy na Kube. Ten za to uśmiechnął się do nas tym olśniewającym uśmiechem.

- Miłe powitanie, nie ma co.

Ciśnienie opadło od razu. Z jękiem usiadłam na krześle obok łóżka i przytuliłam go. Usłyszałam cichy syk. Od razu odskoczyłam od niego jak oparzona.

- To nic. Przeżyję takie bóle, jak masz mnie przytulać.

Kinia z Aśką spojrzały na siebie porozumiewawczo a ja spuściłam głowę. Kątem oka zerknęłam jak dziewczyny również go przytulają. Po jakimś czasie do sali wparował Kamil z taką samą wojowniczą miną, jaką zapewne my miałyśmy. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, Kuba go wyprzedził…

- Wiem, wiem jestem totalnym idiotą i najbardziej bezmyślnym człowiekiem na świecie. A, no i oczywiście dostanę porządnie w dupe.

Kamil uniósł brwi i uśmiechnął się. Znałam tą minę. Kojarzył na całego. Wybuchnęliśmy jednocześnie śmiechem. Znaliśmy siebie doskonale i wiedzieliśmy, co oznaczają nasze miny.

- Nie to miałam na myśli…

Jęknęła trochę czerwona na twarzy Kinia. Atmosfera na sali rozluźniła się.

- Wiesz jak nas przestraszyłeś?

Z pretensją w głowie Kamil zwrócił się do Kuby.

-, Ale nic mi takiego nie jest, jestem tylko trochę połamony. Nie ma, co panikować. Fajnie od czasu do czasu czuć, że jest się ważnym dla kogoś.

Wyszczerzył się do nas, ale spoglądał wyłącznie na mnie. Wewnętrznie darłam się na całego. Nie powinien dawać mi takich znaków… wie dobrze, że nie jest mi łatwo. Przesiedzielibyśmy całą noc u Kuby, gdyby nie to, że mieliśmy ograniczony czas wizyty. Mogliśmy wpaść dopiero następnego dnia. Jednak podczas tego czasu, spędzonego w szpitala dowiedzieliśmy się przynajmniej, co i jak. Nasz wojownik miał złamaną rękę, dużo siniaków na ciele i prawdopodobnie przez długi czas będzie to odczuwał, ale… faktycznie, miał szczęście. Pożegnaliśmy się z nim i uspokojeni ruszyliśmy do domu… to znaczy, Kamil do domu, my, dziewczyny do hotelu. Myślałyśmy, że chłopaki będą już spali, a okazało się, że wszyscy siedzieli na sofie. Oczy mieli podkrążone, widać było, że najchętniej zamknęliby je i odpłynęli.

- Niall…, po co na mnie czekałeś skarbie?

Aśka od razu usiadła obok niego i przytuliła go do siebie. Lou był jeszcze na tyle trzeźwy, że skrzywił się.

- I co? Z Kubusiem wszystko dobrze?
- Mógłbyś sobie odpuścić tą ironię. Tak, na szczęście nie zrobił sobie nic poważnego. Ale nie jest z nim idealnie.

Odprychnęłam. Mój chłopak w odpowiedzi pokręcił głowę, po czym poszedł do naszego pokoju/sypialni. Nie powiem, zabolało mnie to, ponieważ Harry z Niallem aktualnie przytulali swoje dziewczyny, a mój buntownik oczywiście musiał pokazać, jak bardzo i bez powodu jest zazdrosny. Strasznie mnie to irytowało.

- Ja jeszcze wezmę prysznic, bo czuję się po tym szpitalu koszmarnie nieświeża. Idźcie spać miśki. I to nie mówię SPAĆ…

Przy tym zrobiłam palcami cudzysłów.

- … Tylko naprawdę SPAĆ.

Puściłam do nich oczko, a oni tylko się roześmiali. Posłuchali mojej rady, ponieważ gdy byłam już w łazience słyszałam jak rozchodzą się do pokoi. Spokojnie rozebrałam się i opluskałam ciało. Narzuciłam tylko na siebie koszulę, rozczesałam ponownie włosy i ruszyłam do pokoju. Louis leżał już w łóżku i raczej spał. Właściwie to na pewno spał. Mogłam to wywnioskować po jego chrapaniu. Położyłam się obok, tak żebym widziała jego twarz.

- Tak bardzo Cię kocham.. Czemu tego nie rozumiesz?

Szepnęłam i delikatnie pogłaskałam go po poliku. Następnie odwróciłam się na drugi bok, zamknęłam oczy i próbowałam zasnąć. Nie wiedziałam, że w tym czasie Lou otworzył oczy i, że słyszał moje słowa.

- BUDZIĆ SIĘ! JUŻ! ŚPIOCHY, JEST 11!

Kto tak krzyczy, litości… otworzyłam oczy, tworząc z nich raczej szparki (nie kojarzcie zboczuchy :D) i rozejrzałam się po pokoju. No tak, na naszym łóżku skakał Zayn i uderzał we mnie oraz Tomma poduszkami. Zresztą nie tylko on, Liam też miał tu swój wkład.

- Chłopaki, dajcie spokój…

Mruknęłam zniecierpliwiona przewracając się na drugi bok, przodem do mojego chłopaka. On, będąc już obudzonym przyciągnął mnie do siebie, po czym naciągnął na nas kołdrę tak, że przykryła nas całych.

- Taa.. najpierw przykryją się kołdrą, a zaraz będziemy słyszeć jęki. Założysz się?

Usłyszeliśmy głos Zayna. Drań. Lou jednak się roześmiał cicho. Zaczął muskać ustami moją szyję dołączając czasem język.

- Daj mi spokój. Już nie jesteś obrażony?

Mimo, że było mi bardzo przyjemnie musiałam to powiedzieć. Nie chciałam, żeby było, że jakoś szybko zapominam. Odrzuciłam kołdrę, tak, że było nas z powrotem widać. Było to tak szybko, że Lou nawet nie zdążył odsunąć się od mojej szyi.

- Kurde. Prawie.

Powiedział zawiedziony Zayn. Chwyciłam poduszkę i rzuciłam w niego.

- Wynocha z pokoju zboczeńce!

Wskazałam palcem na drzwi nie mogąc powstrzymać się od uśmiechu.

- PRZEPRASZAM BARDZO, ALE JA NIC NIE MÓWIŁEM.

Zainterweniował Daddy broniąc się.

- Ale przyjąłeś zakład!
- Skąd wiesz? Byłaś pod kołdrą!

-, Bo gdybyś nie przyjął, to byś coś powiedział!

- Nieprawda, bo mógłbym się odwrócić do niego ple…

- … Zamknij się Payne! Ty też masz wyjść! Już!

Nie mogli się obrazić, dlatego, że mówiłam to wszystko z humorem. Cały czas szczerzyłam się jak głupia. Do pokoju wparowały dwie parki przyklejone do siebie.

- Obudziliście ich?

Zapytał Niall.

- Nie przeszkodziliście?

Tym razem to Harry. Zresztą.. Po co ja to mówię (piszę?), Można się domyślić.

- Jezu… żyję wśród zboków, samych zboków…

Objęłam rękoma głowę, dając tym samym znać, że jestem załamana.

-, Co to jakiś spisek?!

Przeleciałam wzrokiem po wszystkich. No… oprócz Tomlinsona. Ci wszyscy jednak zamiast mi odpowiedzieć, szczerzyli się tylko tak, jakby byli chorzy psychicznie. Miałam już się położyć, jednak zauważyłam jak w tym samym momencie moi przyjaciele szykując poduszki w ruch. Automatycznie się podniosłam, a oni cofnęli poduchy. Spisek. Zdecydowanie.

- No dobra! Już wstajemy! Widzicie? Wstaję…

Tommo cały czas do nich mówiąc wstawał. Jako, że powiedział „wstajeMY” nie miałam wyjścia i też musiałam wstać. Zadowoleni wycofali się z pola bojowego.

Po całym wyszykowaniu (mam tu na myśli ubieranie się, malowanie, czesanie i ogólną poranną toaletę) zasiedliśmy wszyscy do śniadania. Zajadałam ze smakiem sałatkę, którą zamówili. Byłam strasznie głodna po tym wszystkim. Lou to zauważył i nie mógł powstrzymać śmiechu.

- Jedz, jedz. Na zdrowie kochanie.

- Nie odzywaj się do mnie.

Warknęłam tylko i wróciłam do opychania się. Miałam gdzieś to, że wszyscy inni jedzą kulturalnie a tylko ja, jem jak świnia. Byłam wśród swoich. Pomyślałam, i zaraz potem uśmiechnęłam się do mojej myśli.

- Mam pomysł!

Wykrzyknęła niespodziewanie Asia powodując spadnięcie mojego widelca.

- I musiałaś to wykrzyknąć w momencie cichy, kiedy ja byłam zatopiona w myślach?
Zapytałam ją z sarkazmem. Ona na to przesłała mu buziaka i wzruszyła ramionami. Pff, cała ona.

- Zabieram was dzisiaj na zakupy!

Chłopaki wywrócili oczami.

- Serio myślisz, że oni pójdą?

Odezwała się Kinia wskazując po kolei każdego z chłopaków, po czym zerknęła niewierzącym wzrokiem na Asie.

- Prędzej mi kaktus wyrośnie.

Wyciągnęłam swoją dłoń i popukałam palcem drugiej dłoni sam jej środek.

- Zgadzam się z nią chyba… po raz pierwszy.

Zmarszczył brwi Niall. W odpowiedzi wywaliłam do niego język.

- Ojejku, wszystko musicie przekręcić. Oczywiście, że miałam tylko na myśli dziewczyny.

Teraz za to dało się usłyszeć westchnienie ulgi ze strony piątki przystojniaków.

- To ja idę coś znaleźć odpowiedniego na ten wypad.

Podekscytowana pobiegłam do pokoju, gdzie otworzyłam szeroko szafkę. Na drzwiach szafy znajdował się kalendarz. Widząc dzisiejszą datę opadła mi szczęka. 31 stycznia. To dlatego Asia chcę się wybrać na zakupy…

 

może nie przywitałam was jakimś mega zajebistym rozdziałem, ale jest. Jejku, boję się, że zrezygnowałyście z czytania, dlatego, że mnie tak długo nie było… :c jednak mam nadzieję, że zostałyście ze mną. Moje lenistwo nie zna granic, do tego dorzuci się brak weny i… masakra gotowa. Z tego rozdziału nie jestem zadowolona, nie sprawdzałam go i mam nadzieję, że wszystko jest składnie i dobrze.Po prostu.. chciałam już napisać bo dopadły mnie strasznie wyrzuty sumienia. Kocham was aniołki i jeszcze raz przepraszam, że tak długo mnie tu nie było. ♥


  • RSS